UNSAFE

Ostatnio wszyscy żyją kwestią programu SAFE – to on stanowi oś politycznego sporu, czy też raczej histerii dwóch nienawidzących się plemion zamieszkujących nasz kraj. A skoro wszyscy, to babcia też. No więc zapytaliśmy naszej redakcyjnej babci, która przeżyła obie wojny światowe i kilka pomniejszych, co sądzi na ten temat. A babcia się zna.

Nie wchodząc w merytoryczną stronę zagadnienia – skoro większość informacji jest albo tajna, albo przynajmniej niejawna – wystarczy dla wyrobienia sobie zdania przeanalizować stronę formalną. Po pierwsze, program SAFE to nie są żadne dodatkowe „środki” unijne, jak próbowano nam wmówić na początku, tylko kredyt. Dopiero ostatnio rządzący przyznali, i to niechętnie, że to jest pożyczka – wcześniej budowano wrażenie, że to dodatkowy fundusz wsparcia. A to jest kredyt, na 45 lat i nominowany w obcej walucie, ze zmienną stopą procentową. Dziś stopa jest korzystna w porównaniu z kredytem bankowym, ale czy będzie równie korzystna za lat kilka, nikt nie wie. A ryzyko kursowe? Babcia wzięła kiedyś kredyt we frankach, przy kursie 1,9. Po kilku latach go spłaciła, gdy kurs był 2,4. Dziś kurs oscyluje wokół 4,6 złotego za jednego franka. A minęło tylko 18 lat, nie 45...

Po drugie, narzucone przez Komisję Europejską wymogi wydatkowania tego zadłużenia są absurdalne. Brukselczycy chcą, żeby narodowe programy poszczególnych państw były wynegocjowane do końca maja. A te są bardzo skomplikowane, opiewające na bardzo wiele pozycji – zazwyczaj negocjowanie programów zbrojeniowych trwa latami, a tu się oczekuje trzech miesięcy. To jest technicznie niewykonalne. Wydatki z programu nie mogą dotyczyć finansowania tych umów, które są obecnie realizowane w Polsce, bo my kupujemy sprzęt w USA i Korei, a SAFE wymaga zakupów w firmach europejskich.

Po trzecie, podobno beneficjentem programu mają być polskie przedsiębiorstwa zbrojeniowe. Tymczasem nigdzie nie ma ustawowej definicji „polskiego przedsiębiorstwa”, więc pieniądze mogą trafiać do zarejestrowanych w Polsce spółek-córek niemieckich lub francuskich firm. Przyznała to zresztą pani pełnomocnik rządu do spraw programu SAFE: istotne jest, aby firma miała w Polsce siedzibę i płaciła tu podatki (od siebie dodam: jakiekolwiek, choćby symboliczne). Zarząd oraz interesy (jak własność intelektualna) mogą być zagraniczne. Wątpliwości wzbudza też agresywna narracja rządu, odsądzająca od czci i wiary wszystkich zadających zbyt wiele pytań, wręcz zarzucająca im zdradę. Co to było o tej czapce gorejącej?

Nie budzi także zaufania to, że premier i minister finansów wypowiadają się na temat SAFE trochę jak pośrednicy finansowi, chcący wcisnąć nam okazyjną, super atrakcyjną i ważną wyłącznie do soboty ofertę kredytu z konkretnego banku, zabraniając porównania z ofertą innych banków. Przecież Polska może sama wyemitować obligacje celowe na zakup uzbrojenia dla armii, mieliśmy już zresztą podobne akcje w II Rzeczpospolitej – a widząc jakim zainteresowaniem cieszą się rządowe papiery dłużne wśród rodaków, mam wrażenie że sprzedaż obligacji obronnych przebiegałaby bez problemu. I zadłużenie byłoby wewnętrzne, a nie zewnętrzne, w dodatku zagrożone warunkowością wypłaty, jak wszystkie pieniądze z UE.

Czyli zróbmy to szybko. Teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu! Król Julian. A który, to już sobie Państwo wyguglujecie... I z tą myślą zapraszam do lektury marcowego numeru naszego miesięcznika: papierowo lub elektronicznie, do oglądania filmów na kanale KINO STRZAŁ.pl – no i oczywiście do zaprenumerowania naszego czasopisma