8
>Kręcisz z jedną dziewczyną przez jakiś czas
>Przy pierwszej okazji oznajmia ci że to nigdy nie miało być prawa stać się realne
>Jest ci chujowo przez jakiś czas przez to
>Znalazła sobie w tym czasie chłopa 
>Ty uznajesz że masz wyjebane i zajmujesz się sobą, pracą nad sobą i swoim własnym szczęściem 
(Po kilku miesiącach)
>Żali ci się że wjebała się w związek z typem z trudną przeszłością który cały czas ma jakieś problemy i jest impulsywny
>Mówi że nie wie co zrobić 
>Ty masz w to wyjebane bo masz dzięki tym paru miesiącom pracy niski kortyzol i jest ci dobrze ze samym sobą 

Zapytacie który jest szczęśliwy? Zależy 
Czeski remis
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
31
Jak co roku na wiosnę, mam jeden pierdolony problem. Latające szczury.

Te skurwiałe pokraki umyśliły sobie, że mój balkon na czwartym piętrze to idealne miejsce, żeby zrobić sobie miejsce do założenia rodziny.

Nie przeszkadza im to, że jak tylko je usłyszę (te kurwy nie potrafią siedzieć cicho, tylko drą dzioby w głośnym "Gruuuuuu!!! Gruuuuuuu!!! GRUUUUUUU!!!), to natychmiast biorę za jakąś szmatę i lecę natychmiast, żeby się zakraść i spróbować któremuś przyjebać jak będzie odlatywał. Jakby jeszcze siedziały cicho to pół biedy, ale jak człowiek od 5 rano co 20 minut musi wstawać, żeby wyjebać towarzystwo, bo drze morde, to aż się krew gotuje.

Darcie mordy to nie wszystko. Jak umyślą sobie zrobić gniazdo w doniczce, to połamią roślinkę, żeby tylko swoje dwa dupska zmieścić. 2 lata temu nawet rozkurwiły mi drzwi od szafki na klamoty, którą zmontowałem na balkonie, żeby sobie wygodnie wchodzić do środka i móc łatwo spierdolić przede mną. 

Swego czasu, w akcie desperacji, polowałem na nie z pistoletem na wodę, żeby zniechęcić je do darcia ryja na moim balkonie i do niszczenia mojego mienia. Nic nie pomagało. Nawet to, że na bieżąco wyrzucałem gałązki przyniesione przez towarzystwo w celu budowy gniazda... Efekt?

Mimo to, gołębie stwierdzały, że to idealne miejsce na złożenie jaja... Nigdy 10 minut nie mogły usiedzieć, żeby nie zostać pognanymi, ale mimo to zawsze wracały. 

Dopiero po zniesieniu jaja, jak zostało one wyjebane, to przylatywała parka, z niedowiedzaniem przeszukiwały balkon i już nie wracały...
Ta lekcja pokory nauczy je pokory
W tym roku przełom! Część z tych tępych kurew zaczęła chyba ewoluować, bo widzę, że gatunek powoli zaczyna wyciągać jakieś wnioski (nie tak jak poniektórzy)... Pojawiła się parka z charakterystycznym brązowym osobnikiem. Po 3 dniach działań wojennych, udało się wygonić towarzystwo, bez użycia siły. I gdy już miałem od kilku dni spokój, myśląc, że sezon się skończył - pojawiły się one- gołębiowe żydki...
Ta lekcja pokory nauczy je pokory
Kolejna dwójka skurwiałych latających szczurów postanowiła przywłaszczyć sobie siła mój balkon. Znowu zaczęło się "darcie ryja", niszczenie roślinności i wywalanie rzeczy z szafki. Kilka dni przeganiania nic nie dało. 

Wczoraj postanowiłem obrócić szafkę o 180 stopni, ale jako że jestem prostym człowiekiem to gdy nie dałem rady porzuciłem projekt na etapie lekko odsuniętej szafki. To był klucz do sukcesu.

Dziś rano usłyszałem to jebane "Gruuuuuu!!! GRUUUUU!! GRUUUUUUUKURAAAAAEEE!!!"
Złapałem więc za podkoszulek, żeby spróbować któremuś zajebać (co mi się jeszcze nigdy nie udało chociaż ze 3 razy było blisko). Otwieram delikatnie drzwi balkonowe, a tu... Tych kurew nie widać. Pomyślałem najpierw że może siedzą piętro wyżej lub niżej. 

Wychylam się i wtedy zobaczyłem wystający ogon za moją szafką. Wkurwiony docisnałem szybko szafkę. Nie przypuszczałem nawet, że uda mi się przygwoździć gołębia. Zdziwiłem się, jak okazało się, że nie dość ze je przygwozdziłem to jeszcze obydwa... 

Zastanawiałem się co im zrobić za karę. Sadystom nie jestem, zależało mi więc na czymś co gołębia nie skrzywdzi, ale da mu do zrozumienia, że nie jest tu mile widziany i że to zła dzielnica na budowanie gniazda.

Potrzymałem je więc w takiej pozycji pół godziny. W międzyczasie wziąłem niewielką listewkę, odsunałem delikatnie szafkę i każdemu z nich przyjebałem (niezbyt mocno, żeby krzywdy nie zrobić, aby odleciały o własnych siłach). 

Gdy odsunąłem szafkę, te kurwy tak spierdalały, że przez siatkę ochronną przecisnęły się prawie jak ten zły Terminator przez kraty xD

Poczułem się jakbym miał domek w Karkonoszach i dopadł właśnie kierowcę pługa - piękne uczucie... Mam nadzieję że ta lekcja pokory nauczy je pokory.
Ta lekcja pokory nauczy je pokory
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
10
Zmęczeni hałasem miasta, postanowili uciec na spokojny weekend. Znaleźli ciche, malownicze miejsce nad jeziorem, rozbili zielony namiot i rozpalili przytulne ognisko, gdy słońce zaczęło zachodzić.

Przy delikatnym szumie wody i ciepłym blasku ognia przygotowali prosty posiłek, śmiali się i rozmawiali godzinami. Ona siedziała wygodnie w czarnej bluzce, a on doglądał ognia, co chwilę spoglądając na nią z lekkim uśmiechem.

Gdy zapadł zmrok, usiedli blisko siebie pod gwiazdami, dzieląc się historiami, marzeniami i cichymi momentami bliskości. Trzaskający ogień, spokojne jezioro i świeże powietrze sprawiały, że wszystko wydawało się magiczne. Bez telefonów, bez rozpraszaczy - tylko oni, tworzący piękne wspomnienia.

Piekli pianki, robili zabawne zdjęcia i cieszyli się prostą radością bycia razem. Ta spokojna noc pod namiotem przypomniała im, dlaczego się w sobie zakochali.
Miłość, wiara, walka.
A potem go zjadła. Koniec 🌝
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
Korpus Piechoty Morskiej USA
- Halo, marines?
- Tak, Korpus w Bahrajnie
- Proszem pana mówi Trump Donald, Morze Arabskie. Zatoka Omańska tutaj jak sie wpływa, zaraz koło Zatoki Perskiej TUTAJ. ZGŁASZAM. Blokada, cieśninę ktoś nam zablokował cieśninę.
- Co zablokował?
- Nie wiem kto
- Ale co zablokował?
- No nie wiem kto, ktoś zablokował
- Nie kto tylko co!
- Słucham?
- Co zablokowano?
- Mówi Trump Donald
- Tak, ale co się stało?
- Cieśnina jest blokowana, i cieśnina już prawie się zablokowała.
- Ta Ormuz tak?
- Morze Arabskie, Zatoka Omańska wkoło Zatoka Perska.
- A Siły Powietrzne lecą?
- Słucham?
- Siły Powietrzne!
- No ktoś zablokował ja nie wiem kto.
- A Siły Powietrzne?!
- Słucham?
- Czy Siły Powietrzne powiadomione są, czy nadlatują?
- Ja nie wiem kto zablokował... ale ktoś zablokował.
- Cieśninę tak?
- Są Siły Powietrzne... są... Przyleciały bombowce.
- Dobrze.
- Ale...
- Jak przyleciały to dobrze, jak są Siły Powietrzne to dobrze no
- Nie bombardują.
- Bombardują?!
- Cieśnina się blokuje. No ja nie wiem Morze Arabskie, wkoło Zatoka Perska.
- No dobrze, są Siły Powietrzne tam na miejscu?
- Słucham?
- Czy są Siły Powietrzne na miejscu?!
- Na miejscu ja jestem.
- A Siły Powietrzne?!
- No Netanjahu nie ma w domu.
Pastunia
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
12
Bądź mnom
Anol lev 22
Zawsze chciałeś zostać kulturystą, ale genetyka dała ci ciało patyczaka i pewność siebie mokrego kartonu.
Wstydzisz się iść na siłkę, żeby karki nie pomyliły cię z hantlem, więc lądujesz w robocie w KFC.
Zniżka na kurczaki to twój bilet do Valhalli – myślisz, że od samego patrzenia na skrzydełka urośnie ci biceps.
Do zespołu wpada Bartek lev 26. Też nie jest Thorem, ale widać, że nie omijał WF-u.
Okazuje się, że Bartek to fanatyk żelastwa. Od słowa do słowa, umawiacie się na wspólne tyranie.
Najpierw 3 razy w tygodniu, ale jak otwierają sieciówkę 24h obok, to zamieniacie się w nocne marki.
Układacie grafik w KFC tak, żeby wasze zmiany pokrywały się z treningami.
Kurczak, ryż i kreatyna wjeżdżają mocno.
Po 6 miesiącach w końcu wyglądasz jak człowiek, a nie jak przecinek, ale nagle ściana – progres staje w miejscu.
Na siłowni poznajecie Mariusza. Mariusz to typowy „świecący” kark, który ma w żyłach więcej tablicy Mendelejewa niż krwi.
Zaczynacie „kurację” – kujecie się nawzajem po dupach w szatni, marząc o sylwetce greckiego boga.
Masa idzie do góry, ale fundusze topnieją jak obietnice wyborcze po ogłoszeniu wyników.
Dorabiasz na ulotkach, ale Mariusz to bezlitosny kapitalista – podnosi ceny soku i nie daje na krechę.
Mówi ci prosto w twarz: „Młody, chcesz być dzikiem, to musisz się postarać”.
Dzik? Słowo „dzik” uderza ci do głowy mocniej niż przedtreningówka.
Następnego dnia idziesz do lasu. Zaczynasz targać kłody, które leśnicy zostawili przy drodze.
„Darmowa siłownia” – myślisz, rzucając sosnowym pniem o ziemię.
Jedziesz do sklepu dla rolników. Sprzedawca wyciąga spod lady „specjał” – pasza dla świń z USA z hormonami wzrostu. 200 zł za worek.
Pełny profil aminokwasowy, witaminy i te mityczne hormony. „Tego potrzebuję” – myślisz, ładując worek na plecy.
Przez miesiąc twój cykl to: praca, las, kłody, pasza. Na okrągło.
Zauważają cię drwale. Szef widzi, jak ciskasz dębowym balem na trzy metry i od razu proponuje ci fuche.
Rzucasz KFC, zostawiasz Bartka i idziesz w głuszę z nowymi ziomkami.
Mija rok. Masa jest potężna, ale ty chcesz więcej. Postanawiasz zamieszkać w lesie, żeby oszczędzić na dojazdach i pilnować asygnat leśniczego przed złodziejami drewna.
Zaczynasz jeść żołędzie. Myślisz: „To czas na ostateczną ewolucję. Ze świni w dzika. Jak w Pokemonach”.
Pasza i tak już ci zbrzydła, a żołędzie mają ten specyficzny, pierwotny aromat.
Po tygodniu spotykasz watahę. Przyjmują cię do stada.
Uczysz się ryć w ziemi, rozpoznawać zapachy i spać w liściach.
Drwale przenoszą się w inne rewiry, ale ty zostajesz – nie możesz opuścić swojej dzikiej rodziny.
Po pierwszej zimie twoje zmysły są ostre jak brzytwa.
Podczas rycia czujesz dziwny, ziemisty zapach. Kopiesz jak opętany i wyciągasz… czarną truflę.
Po paru godzinach masz 4 kilo czarnego złota.
Żegnasz się ze stadem chrumknięciem – nauczyli cię wszystkiego, czas wrócić do cywilizacji.
Wracasz do domu rodzinnego. Rodzice biorą cię za bezdomnego mutanta, bo śmierdzisz gównem i mchem na kilometr.
Dopiero po głosie cię poznają. Idziesz pod prysznic, jesz normalny obiad i sprzedajesz trufle za 40 000 zł.
„Ja pierdolę, to legalna kradzież” – myślisz, patrząc na przelew.
Kupujesz ciuchy, najlepsze izolaty i sterydy od Mariusza. Wracasz na siłkę jako legenda.
Wszyscy patrzą z przerażeniem na twoje bary, a ty, jak braknie siana, po prostu idziesz na spacer do lasu „na grzyby”.
Na siłowni wyrywasz topową loszkę. Zabierasz ją na wakacje do Włoch.
Pierwszego dnia spacerujecie po parku w Turynie. Nagle twój nos drga. Czujesz to.
Zaczynasz ryć rękami w klombie pod okiem zszokowanych turystów. Wyciągasz białą truflę. 15 koła za kilogram ląduje w kieszeni.
Dziewczyna jest pod wrażeniem twojej „intuicji”. Idziecie do hotelu.
Rzucasz ją na łóżko, ściągasz koszulkę, prężysz najszersze grzbietu tak, że zasłaniasz słońce w pokoju.
Ona jest rozochocona, ty zdejmujesz spodnie… i słyszysz rżenie.
Ale nie takie zalotne. To jest śmiech jak u klaczy na wyścigach.
Spoglądasz w dół. Tragedia.
Od tych wszystkich hormonów i sterydów twój sprzęt zamienił się w „sisiaczka pyzę”.
Malutki, gruby jak świnka i zarośnięty jak dzik, który właśnie przeszedł przez krzaki tarniny.
Brak profitu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
27
Stoję sobie w kolejce, a przede mną dwie Ukrainki. Mówią coś po ukraińsku (lub rosyjsku, nie umiem jeszcze ich rozróżnić). Niezbyt rozumiem o czym i staram się nie słuchać. Patrzę co kupiły, a tam ziemniaki, pierś z kurczaka i pieczarki. No nic, stoję w tej kolejce, pani już je kasuje, a ja wykładam swoje towary. Przychodzi do zapłacenie, to pierwsza Ukrainka (taka koło 40, normalna kobieta, ubrana schludnie). Uśmiechnęła się tylko i zaczęła szukać coś w portfelu. Wyciągnęła kartę i pokazuje ekspedientce. Ta się uśmiechnęła i żwawym gestem pokazała gdzie jest terminal. Ja w tym czasie zacząłem wyciągać swoje zakupy na taśmę. Ukrainki zapłaciły za towary i zaczęły pakować je do toreb. No nic, moja kolej. Jako, że u mnie tak średnio z kasą to kupiłem sobie makaron, mielone mięso i pomidory w puszcze. Przychodzi mi do płacenia, a patrzę kątem oka, a te Ukrainki jeszcze nie wyszły ze sklepu, stanęły w korytarzu i coś robią. Ta Ukrainka, która płaciła schowała portfel do kieszeni, ale za to ta druga w tym czasie czekała na nią. Potem obie wyszły ze sklepu. Zapłaciłem za swoje zakupy i wyszedłem tuż za nimi. One poszły dalej prosto a ja w prawo.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.066256999969482