Zapamiętnik #17 Jak "wygrać" w życie
(po tym odcinku następny będzie w końcu o AI, obiecuję)
Wizji na udane życie jest wiele. Którąkolwiek wyznajesz, najprawdopodobniej uwzględnia przynajmniej jeden, a prawdopodobnie wiele z poniższych elementów:
bycie szczęśliwym
bycie zdrowym
bycie bezpiecznym (finansowo, społecznie, fizycznie)
osiąganie sukcesów (jakkolwiek rozumianych)
życie w zgodzie ze sobą
Od kilku lat stałym elementem moich podsumowań rocznych jest wdzięczność,
że mam w życiu coś, co według wielu badań jest “najprostszym” sposobem na lepsze zdrowie, szczęście, bezpieczeństwo, większe szanse w życiu zawodowym
i społecznym (możecie nazwać go sobie “biohackiem”, jeśli potrzebujecie modnej, clickbaitowej nazwy). Tym sposobem jest mieć przyjaciół i otaczać się ludźmi, którzy
ci sprzyjają. Mam wokół siebie ludzi: przyjaciółki, sojuszników, mentorki, znajomych, towarzyszki zabaw i podróży, ramiona na których można się wypłakać, doradców
i inspirujące dusze. Żaden zewnętrzny czynnik nie wpłynął tak pozytywnie na niemal wszystkie aspekty mojego życia, jak bycie otoczoną odpowiednimi osobami.
Jeśli miałabym napisać w dwóch zdaniach przepis na “wygrane życie”, brzmiałby: buduj dobrą, zdrową relację z samą sobą i buduj dobre, zdrowe relacje z ludźmi.
Nie zawsze miałam przyjaciół. Nie byłam popularna w szkole, nie mam przyjaciół
z dzieciństwa. Bycia otwartą na innych i rozmawiania z nieznajomymi uczyłam się przez wiele lat, będąc do tego zmuszona pracą zawodową i długo nie czerpiąc z tego przyjemności. Bycie z ludźmi na dłuższą metę męczy mnie i długo regeneruję się
po zbyt wielu interakcjach.
Myślę, że zrozumiałam czym jest przyjaźń mając dwadzieścia kilka lat. Od tamtego czasu wiele się nauczyłam (popełniając multum błędów) o tym, co to znaczy mieć znajomych, przyjaciół, wybraną rodzinę. W tym Zapamiętniku, na podstawie swoich doświadczeń, chciałabym podjąć próbę podsumowania:
jakie błędy popełniamy w budowaniu znajomości
dlaczego tak trudno mieć grono bliskich (i wcale nie chodzi o brak czasu)
jak staram się budować i dbać o relacje
czego wymaga zdrowa relacja
Na pewno mignęły wam kiedyś w internecie cytaty osób, których życie dobiegało końca i wyznawały, czego najbardziej żałują. Wśród najczęstszych odpowiedzi są: żałuję, że nie spędziłem więcej czasu z ważnymi dla mnie osobami i nie utrzymałem kontaktu z przyjaciółmi.
Spisuję ten Zapamiętnik, żeby nie tylko pamiętać o tym, co dla mnie ważne i dobre, ale i mieć o jeden żal mniej na koniec życia.
Relacje jak zupki instant, ludzie jak kryształowe kule
Pułapek w myśleniu o budowaniu relacji jest wiele, we wszystkie swego czasu wpadłam i pogrupuję je w dwóch kategoriach-metaforach: zupki instant
i kryształowych kul.
Zupka instant
Dajemy relacjom zbyt mało czasu, na zmaterializowanie się. Nie wystarczy ich zalać wrzątkiem jak zupkę instant. Przyjaciół rzadko “zdobywa” się po jednym spotkaniu. Aby zbudować przyjaźń trzeba najpierw zacząć znajomość i zadbać
o nią. Kumulować spędzony wspólnie czas. Mam przyjaciół, z którymi długo najpierw miałam luźne relacje, ale świadomie o nie dbałam.Oceniamy nowo poznane osoby zbyt szybko i i tylko jedną miarą. Wielokrotnie poznając kogoś w określonych okolicznościach, oceniałam kogoś pod jednym kątem, nie pozostawiając przestrzeni na to, że ta osoba w innych kontekstach może być kimś, z kim znajdę porozumienie. Ktoś, z kim niekoniecznie uda mi się pofilozofować godzinami o końcu świata, może być dla mnie świetnym kompanem w podróży, bo jest zawsze zorganizowany i nie narzuca swojego towarzystwa.
Szukamy osób, które błyskawicznie wpasują się w całości w wizję tego,
jacy “powinni” być nasi znajomi lub przyjaciele, czego chcemy tu i teraz. Mamy sztywną wizję tego, co może dawać dana relacja i jakimi ludźmi chcemy się otaczać. Szybko tracimy zainteresowanie osobami, z którymi nie poczujemy natychmiast jakiejś chemii, lub które kontrastują z naszym światem. Kilka moich bliskich osób, to znajomości, które zaczęły się od różnic i kontrastów, które po czasie okazały się być tylko wyjątkami od wielu rzeczy wspólnych.Chwytamy się szybkich sposobów poczucia się dobrze w relacji. Nie obserwujemy siebie i swoich potrzeb. Zgadzamy się na aktywności lub interakcje chcąc być miłą, chcąc towarzystwa lub czując zobowiązanie, nie obserwujemy jak się przy kimś czujemy i czego w danym czasie potrzebujemy od interakcji społecznych. Dlatego wracamy ze spotkania z koleżanką, która jest miła i znamy się od lat,
ale nie zauważamy jak spotkanie wyssało z nas energię, bo skupiało się głównie na jej potrzebach.
Kryształowe kule
Oczekujemy od innych, że będą w stanie sami dostrzegać nasze potrzeby
i odczytywać nasze intencje, jak zawodowe wróżki z kryształowej kuli.
Zbyt rzadko mówimy o tym, czy podobał nam się spędzony czas lub że chcielibyśmy spotkać się z kimś ponownie. Nie rozmawiamy o tym, co sprawia,
że nie czujemy się w pełni komfortowo, więc druga strona nie ma szans zmienić swojego zachowania, którego być może nie jest świadoma. Zasłaniamy mgłą naszą faktyczne preferencje, bojąc się, że nasza opinia może być źle odebrana.Obawiamy się o własne ego, jak o delikatny kryształ. Boimy się i unikamy odrzucenia, więc nie zaryzykujemy propozycji wspólnego wyjścia, jeśli istnieje spore ryzyko odmowy. Odsłonięcie się i pokazanie swojej chęci relacji jest ryzykiem, którego wielu się boi, szczególnie gdy mają trudne doświadczenia odrzucenia. Gdy widać jak bardzo boimy się każdego zadraśnięcia, wtedy druga strona nie będzie czuła, że może swobodnie mówić o sobie i swoich potrzebach.
Szukamy w innych idealnego odbicia, nieskazitelnej kopii. Dajemy za mało przyzwolenia na to, że jesteśmy od siebie inni i nie musi to stać na drodze potencjalnej przyjaźni lub dobrego koleżeństwa. A jednocześnie zapominamy,
że jesteśmy dla siebie nawzajem odbiciem: jeśli nigdy w relacji nie zaproponujesz mi rozmowy o rzeczach ważnych i trudnych, to być może ja nigdy nie zauważę,
że takiej chcesz i nasza relacja pozostanie oparta na tematach dnia codziennego.Chcemy widzieć siebie jako idealne kryształowe kule, kogoś kto nie kłóci się,
nie złości, nie “sprawia kłopotów”, pasuje do towarzystwa. Ukrywamy więc to,
jak się czujemy lub unikamy kontaktu. A przecież w każdej relacji społecznej pojawiają się złość, konflikty, nieporozumienia i kontrasty.
Inne czasy, inne relacje
Czasami słyszę od różnych osób, że wyjątkowo trudno im utrzymywać lub nawiązywać znajomości. Że brak im umiejętności, nie są w jakiś sposób “wystarczająco” społeczni. Zgadzam, że mieliśmy za mało wsparcia w zdobywaniu społecznych umiejętności
i może nam ich powszechnie brakować. Muszę też sobie i innym przypominać, że czasy w których żyjemy, mogą dodatkowo ograniczać swobodę budowania relacji.
Żyjemy w czasach, w których funkcjonowanie wymaga od naszego umysłu znacznie więcej sił mentalnych, przez co mamy ograniczone siły na relacje. Są to czasy multi-kryzysów i multi-rzeczywistości, złożoności i kontrastów. W świecie, gdzie nie było takiego rozwarstwienia społecznego, nie było globalizacji i tylu możliwych scenariuszy życia “dla każdego do wyboru do koloru”, mielibyśmy naturalnie więcej wspólnego ze sobą nawzajem. Wciąż mieszkalibyśmy w tym samym mieście, czytalibyśmy wszyscy podobne książki, mielibyśmy więcej podobnych problemów. Żeby usłyszeć dobre żarty, trzeba byłoby pójść na imprezę i spotkać kogoś dowcipnego. Dziś mamy milion takich osób w dłoni, na ekranie.
Teraz każdy z nas może mieć bardzo odmienne ambicje, swobodę różnych potrzeb i preferencji. Wielu z nas uwierzyło w mit samowystarczalności i indywidualizmu, że możemy i musimy wszystko osiągnąć sami. A nawet jeśli nie uwierzyliśmy, to wszyscy jesteśmy w pułapce kapitalizmu, któremu oddajemy 1/3 swojego życia i większość mentalnej energii. Nie mamy wielu powszechnych scenariuszy i wzorców kulturowych współczesnego przyjaźnienia się, budowania znajomości, rozwiązywania konfliktów (po co, skoro możemy po prostu zablokować się na socjalach, ghostować i przestać spotykać w wystarczająco wielkim świecie).
W takich czasach, trudniej jest być razem: trzeba włożyć większy wysiłek, robić to bardzo świadomie, celowo, konsekwentnie. Uczyć się być razem online, w różnych strefach czasowych, w rożnych kręgach społecznych. Wyciągać do innych rękę z dużą dojrzałością i akceptacją tego, jak odmienne mogą być relacje i różne możliwości osób wokół nas.
Każdy, kto odczuwa samotność lub wie jak ile właściwe towarzystwo dodaje do jakości życia, chciałby mieć grono bliskich osób, wybraną rodzinę, przyjaciół i przyjaciółki. Czasami zapominamy, że długie, głębokie relacje w świecie, w którym każdy z nas ma inny pomysł na życie, doświadczenia i nierówny dostęp do terapii/edukacji umiejętności psychologicznych, oznacza też, że nasi przyjaciele:
będą zostawać w toksycznych sytuacjach i będziemy odczuwać wobec tego złość lub bezradność
będą wyjeżdżać i zmieni się sposób lub częstotliwość kontaktu
będą czasami mieć zupełnie inne potrzeby i oczekiwania wobec relacji, niż my akurat mamy
Przyjaźń, jak i każda relacja, nie jest połączeniem dwóch równych połówek jednego jabłka z jednego drzewa. Udało mi się zachować cenne, długie relacje często dlatego, że nauczyłam się jak ułożyć w jednym koszyku twarde importowane mango wśród delikatnych lokalnych jagód.
Jest jeszcze jeden aspekt współczesności, na który chcę zwrócić uwagę i który uwypukla się gdy patrzę na budowanie relacji. Kobiety, coraz lepiej wykształcone
i częściej sięgające po umiejętności społeczne i psychologiczne, biorą nierzadko
na siebie w relacjach ciężar utrzymania siatki społecznej i dbania o kontakty z innymi. W rezultacie, mężczyźni tracąc partnerkę, mogą stracić większość społecznej siatki wsparcia. “Epidemia samotności mężczyzn” to nie tylko wynik zmian społecznych,
ale również dysproporcji w umiejętności dbania o relacje: okazywania wsparcia
i budowania głębszych więzi. Relacji romantyczne nie są niezbędnym lekiem na wypełnienie samotności którejkolwiek z płci. Konieczne jest uczenie każdego budowania i dbania o różnorodne relacje, a szczególnie uczenie tych mężczyzn, którym patriarchat też narzucił zbyt sztywne role.
Samo się nie zrobi
Często mówimy, że relacje są dla nas najważniejsze: rodzina, przyjaciele, partnerzy. Pomimo tego, nie zawsze udaje nam się poświęcać im tyle czasu i uwagi,
ile powinniśmy, skoro są najważniejsze. Kilka lat temu podjęłam decyzję,
że potraktuję temat tak, jakby naprawdę był ważny. To znaczy: przemyślę, przetestuję różne działania, będę obserwować rezultaty, dopasowywać rozwiązania, przeczytam
o tym książki, posłucham podcastów, poświęcę czas i uwagę.
Jestem w uprzywilejowanej pozycji kogoś, kto nie ma dzieci, nie muszę walczyć
na co dzień o przetrwanie i jestem w szczęśliwej relacji romantycznej, więc mogłam poświęcić wiele czasu na inne relacje.
Poza tym, że staram się nie wpadać w wymienione powyżej pułapki, podejmuję działania, które pomagają mi budować i utrzymywać relacje:
Planuję czas i śledzę ile go poświęcam bliskim - mam w kalendarzu zablokowany czas, kiedy dzwonię, wysyłam zdjęcia, wysyłam memy, piszę do znajomych. Umawiam się na kawy, proponuję wyjścia. Mam listę najbliższych osób
i dorysowuję obok ich imion serduszka za każdym razem, gdy uda mi się choćby najmniejszy kontakt.Inicjuję wspólne aktywności lub zapraszam do dołączenia bez zobowiązań -
jeśli planuję i tak wyjście do kina lub inną aktywność, daję kilku osobom znać, zapraszam do dołączenia. Jeśli się nie pojawią, i tak będę robić to,
co zaplanowałam, a one nie muszą czuć presji zjawienia się. Zwiększam prawdopodobieństwo, że znajdziemy się w tym samym miejscu i czasie, mówiąc ludziom gdzie i kiedy będę. Mam listę osób, które po prostu lubię i do których sporadycznie się odzywam.Zmuszam się do rozmawiania z nowymi ludźmi - ale w miejscach i sytuacjach gdy coś już nas potencjalnie łączy (hobby, znajomi itp). Jest mi o tyle łatwiej,
że mam bardzo dużą ciekawość wobec innych + tak bardzo cierpiałam, gdy byłam zmuszona w pracy poznawać ludzi, że musiałam nauczyć się szczerze nawiązywać rozmowy i pytać o to, co realnie mnie interesuje (bo inaczej wykrwawiłabym się od tysiąca ran zadanych networkingowym small talkiem).Otwieram furtki i zostawiam je otwarte - mówię wprost, gdy miło mi się z kimś rozmawiało, wyrażam chęć kontynuowania znajomości, zapraszam do jakiejś kolejnej aktywności. Wszystko zarówno ze szczerą chęcią, jak i otwartością
na odmowę. Zostawiam otwarte furtki do wejścia do mojego ogrodu, ale i wyjścia, gdy ktoś ma potrzebę.Jestem cierpliwa i podejmuję wielokrotne próby - konsekwentnie zapraszam
na imprezy i spotkania osoby, które nawet wielokrotnie pozostawiają
to zaproszenie bez odpowiedzi. Zakładam, że jeśli druga strona to dorosła osoba, to powie mi wprost, jeśli nie chce dostawać ode mnie wiadomości i zaproszeń.Tworzę regularne okazje do spotkania się w duchu “przyjdź kiedy chcesz, rób co chcesz, a przy okazji możemy się spotkać” - imprezy, rocznice, urodziny. Idealnie, jeśli to okazje podczas których moi znajomi mogą się nawzajem lepiej poznać. Wtedy łatwiej o inne wspólne grupowe wyjście.
Dopasowuję okazje do osób - staram się, aby brak możliwości finansowych
nie stał na przeszkodzie do dołączenia do aktywności, staram się dowiadywać kto
co lubi robić (kogo innego zaproszę do kina, z kim innym pójdę na spacer). Organizuję wyjazdy ze znajomymi z dziećmi tak, aby łatwiej było im mieć czas
dla naszej relacji, a dzieci były zajęte.
Wszystko powyżej to cholernie dużo pracy, na którą świadomie się zdecydowałam
i mam niewiele osób wokół, które potrafią lub mogą odwzajemnić wysiłek po drugiej stronie. Dlatego coraz bardziej świadomie szukam relacji, w których po drugiej stronie jest ktoś, kto ma czas, chęci i wychodzi z inicjatywą. Odzywa się i daje znać,
że pamięta o nas, nawet jeśli nie mamy czasu się spotkać.
Nasze potrzeby zmieniają się i ciągle obserwuję to, jak się czuję w różnych relacjach. Kiedyś potrzebowałam być bliżej wrażliwych osób, które długo mnie znały. Jako dwudziestolatka nie umiałam przyjaźnić się z kobietami i musiałam do tego dorosnąć. Kiedyś chciałam spędzać czas z tymi, którzy pomagają w troskach, potem też z tymi,
z którymi mogę cieszyć się życiem. Wolałam poznawać młodsze osoby, dziś szukam starszych pokoleniowo relacji. A najbardziej szukam osób, które wykonały pracę nad sobą, niezbędną do… dorosłych relacji.
Trudno jest być dorosłą osobą
Zanim mogły zadziałać moje sposoby na dbanie o przyjaźnie, ja też musiałam nauczyć się ważnej umiejętności: bycia dorosłą osobą, w zdrowej relacji z drugim człowiekiem. Bez tego, nawet najaktywniejsza znajomość, mogłaby szybko okazać się toksyczna, a wysiłek włożony w jej zbudowanie przyniósłby tylko rozczarowanie.
Za najprzydatniejszą metodę rozpoznawania kiedy mamy do siebie i drugiej osoby zdrowe podejście w relacji uważam koncepcję analizy transakcyjnej.
PAC w analizie transakcyjnej to skrót od trzech stanów ego: Rodzic (Parent), Dorosły (Adult), Dziecko (Child). Każdy z tych stanów reprezentuje inną część naszej osobowości i sposób, w jaki reagujemy na siebie i innych. Kluczową umiejętnością jest rozpoznanie, czy w relacjach obie strony są “dorosłym”. Stan "Ja jestem ok, ty jesteś ok (Ja jestem dorosła, ty jesteś dorosła)” w relacji, w kontekście analizy transakcyjnej, oznacza zdrową, równorzędną interakcję między dwiema osobami,
w której każda z nich uznaje siebie za wartościową, a także szanuje drugą osobę.
To podejście wyraża przekonanie, że zarówno moje potrzeby, emocje i prawa są ważne, jak i potrzeby oraz prawa drugiej osoby. W takim stanie nie ma miejsca
na dominację, manipulację, czy zależność, ponieważ obie strony traktują się wzajemnie z szacunkiem i zaufaniem.
Brzmi banalnie, a jednak zachowanie tej równowagi jest często bardzo trudne:
Dajemy z dobrego serca cenne rady, o które nikt nas przecież nie prosił (“ja wiem, ty nie wiesz”)
Nie prosimy o pomoc, bo nie chcemy “sprawiać kłopotu”, odbierając drugiej stronie możliwość bycia dorosłą osobą potrafiącą samodzielnie ocenić czy coś będzie kłopotem czy nie
Pytamy niepotrzebnie o zgodę na zrobienie czegoś, stawiając się w roli dziecka
Obrażamy się, gdy ktoś odmówi naszej pomocy, tak jakby nasza gotowość wsparcia była ważniejsza niż brak gotowości drugiej osoby na przyjęcie wsparcia
Unikamy ważnej, ale trudnej rozmowy, nie chcąc stresować kogoś. Tak, jakby druga strona nie była dorosłą osobą z umiejętnościami radzenia sobie ze stresem
i możliwością podjęcia własnej decyzji o uczestniczeniu lub nie w zainicjowanej rozmowie
Wszystkie te zachowania są powszechne i są naturalnymi odruchami. Mogą się zmieniać, gdy budujemy w sobie uważność i świadomość na czym polega równorzędność w interakcjach. Ich interpretacja jest bardzo zależna od kontekstu, dlatego ćwiczenie tej umiejętności jest tak trudne i czasochłonne: wymaga ciągłej praktyki i obserwacji sytuacji.
Za każdym razem gdy czuję silne emocje w wyniku jakiejś interakcji lub relacji
z drugą osobą, najpierw staram się dać sobie przestrzeń na te emocje, obserwuję je. Potem zadaję sobie pytania:
czy to, co czuję i myślę, wynika z dorosłej części mnie, która rozpoznaje swoje emocje i potrzeby?
czy to, co czuję i myślę, uwzględnia fakt, że druga strona jest dorosłą osobą, której emocje i potrzeby są równie ważne i która jest za siebie odpowiedzialna?
Bycie dorosłym jest trudne, ponieważ wiele z nas ma w sobie niezaspokojone potrzeby dziecka lub byłyśmy zmuszane do wejścia w role opiekuńczych rodziców, gdy nie było to zdrowe. Jest to jednak ta umiejętność z zakresu "cholerna dorosłość”, która naprawdę się przydaje i radykalnie ułatwia podejmowanie decyzji w sytuacjach społecznych.
Choć mój przepis na wygrane życie, którym zaczęłam ten odcinek, jest krótki, to robi się go nieskończenie długo i bez dróg na skróty. Robi się ten przepis bez pomocy emocjonalnego thermomixu i przez całe jebane życie. Co gorsze, “buduj dobre, zdrowe relacje z ludźmi” to mimo wszystko ten “łatwiejszy” z dwóch niezbędnych kroków. Trudniejsze jest budowanie dobrej, zdrowej relacji z samym sobą. Jeśli nie masz takiej, to będzie bardzo trudno o dobre, zdrowe i głębokie relacje z innymi.
To jak próba dobrania wygodnego sweterka, gdy nie znasz swojego prawdziwego rozmiaru, nie uważasz że zasługujesz na wygodę albo przeceniasz obwód swoich bicepsów! Wtedy podświadomie przymierzasz tylko te za ciepłe, za małe, zbyt drapiące sweterki.
O budowaniu dobrej, zdrowej relacji z samą sobą nie napiszę Zapamiętnika.
Nie zmieszczę tego wzburzonego morza (po którym cały czas uczę się żeglować)
w wyciśniętej z serca kropli, którą jest Zapamiętnik.
Ale może czasami uda mi w tych kroplach przemycić szum jego fal.
Wasza Van Anh



