<?xml version='1.0' encoding='utf-8' ?>
<!--  If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. https://www.livejournal.com/bots/  -->
<rss version='2.0'  xmlns:lj='http://www.livejournal.org/rss/lj/1.0/' xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' xmlns:atom10='http://www.w3.org/2005/Atom'>
<channel>
  <title>mitamot</title>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/</link>
  <description>mitamot - LiveJournal.com</description>
  <lastBuildDate>Mon, 29 Aug 2011 15:08:08 GMT</lastBuildDate>
  <generator>LiveJournal / LiveJournal.com</generator>
  <lj:journal>mitamot</lj:journal>
  <lj:journalid>19485630</lj:journalid>
  <lj:journaltype>personal</lj:journaltype>
  <image>
    <url>https://l-userpic.livejournal.com/105670315/19485630</url>
    <title>mitamot</title>
    <link>https://mitamot.livejournal.com/</link>
    <width>100</width>
    <height>100</height>
  </image>

  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/4725.html</guid>
  <pubDate>Mon, 29 Aug 2011 15:08:08 GMT</pubDate>
  <title>Sherlock (BBC): Walcząc z nudą</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/4725.html</link>
  <description>Trochę sp&amp;oacute;źniony (czekałam na zgodę, a co), malutki prezent urodzinowy dla &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;. Wybacz, że tak, em, minimalistycznie, ale niestety odezwał się brak czasu i umiejętności grzebania w wielkich, angielskich fandomach.&lt;br /&gt;Jeszcze raz wszystkiego najlepszego, szczęścia i życia płynącego czekoladą, kawą z cukrem (a fe!) i przystojniakami z tumblra. &amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł: Walcząc z nudą&lt;br /&gt;Tytuł oryginału: Distraction&lt;br /&gt;Autor:&amp;nbsp;&lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;arianedevere&quot; lj:user=&quot;arianedevere&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://arianedevere.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://arianedevere.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;arianedevere&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://arianedevere.livejournal.com/19253.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://arianedevere.livejournal.com/19253.html&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;br /&gt;Zgoda: jest &amp;nbsp;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;div style=&quot;text-align:center&quot;&gt; &lt;b&gt;Walcząc&amp;nbsp; z nudą&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style=&quot;text-align:left&quot;&gt; &lt;br /&gt;Sherlock nie zajmował się żadnym przypadkiem od dziewiętnastu dni i był śmiertelnie, obrzydliwie znudzony. Dziewiętnastego dnia John zostawił go samemu sobie na ponad sześć godzin, a kiedy &lt;i&gt;w końcu&lt;/i&gt; wr&amp;oacute;cił do domu, jego lewy but &amp;ndash; kt&amp;oacute;rego wciąż miał na stopie &amp;ndash; był owinięty plastikową reklam&amp;oacute;wką. &amp;nbsp;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Więc tak &amp;ndash; zaczął John. &amp;ndash; Byłem w całym Londynie; pojechałem taks&amp;oacute;wką w sześć r&amp;oacute;żnych miejsc i&amp;nbsp;w każdym z tych miejsc&amp;nbsp;wysiadałem, brudząc&amp;nbsp;sobie tamtejszą ziemią obuwie. Twoim zadaniem jest dowiedzenie się, gdzie dokładnie byłem i w jakiej kolejności. &amp;nbsp;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Usadowił się na sofie, z rozmachem kładąc swoją lewą nogę na kolanie Sherlocka i uśmiechając się do niego szaleńczo. &amp;ndash; Zaczynaj. Świadkiem i ofiarą wszystkiego&amp;nbsp;jest but*. &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;br /&gt; &lt;span style=&quot;font-size: smaller&quot;&gt;* &amp;bdquo;The game&amp;rsquo;s a foot&amp;rdquo;. Gra sł&amp;oacute;w, zresztą dla kogoś takiego jak ja dość problematyczna. Brzmi bardzo podobnie do &amp;bdquo;The game&amp;rsquo;s afoot&amp;rdquo;, będącego cytatem z &amp;bdquo;Henryka V&amp;rdquo; Szekspira, kt&amp;oacute;rego to też użył Sherlock w &amp;bdquo;The Adventure of the Abbey Grange&amp;rdquo;. Ludzie rozumieją to zdanie na dość r&amp;oacute;żne sposoby, ale chyba nie skłamię, jeśli powiem, że można to tak łopatologicznie przetłumaczyć na &amp;bdquo;gra się zaczęła&amp;rdquo;. Tyle że w oryginale jest &amp;bdquo;The game&amp;rsquo;s a foot&amp;rdquo;, a stopa i but są w sumie gł&amp;oacute;wnymi bohaterami drabbla&amp;hellip; Więc postanowiłam zrobić pewien miks, korzystając zar&amp;oacute;wno z &amp;bdquo;The game&amp;rsquo;s afoot&amp;rdquo;, jak i znaczenia słowa &amp;bdquo;game&amp;rdquo; jako &amp;bdquo;an object of attack, ridicule, or pursuit&amp;rdquo;. I przy okazji trochę personifikując&amp;nbsp;but (nie mogłam się zdecydować, czy dać stopę, czy but, czy może zrobić z tego dow&amp;oacute;d rzeczowy) ;) Dla zainteresowanych linki: &lt;a href=&quot;http://www.funtrivia.com/askft/Question39112.html&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;http://www.funtrivia.com/askft/Question39112.html&lt;/a&gt; &lt;a href=&quot;http://www.online-literature.com/forums/showthread.php?t=14191&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;http://www.online-literature.com/forums/showthread.php?t=14191&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/4725.html?view=comments#comments</comments>
  <category>drabble</category>
  <category>sherlock bbc</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>arianedevere</category>
  <category>john watson</category>
  <category>sherlock holmes</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/4438.html</guid>
  <pubDate>Fri, 24 Dec 2010 00:25:08 GMT</pubDate>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/4438.html</link>
  <description>&lt;p&gt;&lt;span&gt;Tak kr&amp;oacute;tko, życzeniowo. Co prawda nie jestem wielką fanką świąt, a w og&amp;oacute;le końc&amp;oacute;wki grudnia szczeg&amp;oacute;lnie nie lubię&amp;hellip; Ale dobra, bez zrzędzenia, żeby nie robić za Grincha czy Gburka&amp;hellip; Wszystkim wszystkiego najlepszego, wesołych świąt, poczucia tej ich osławionej &amp;bdquo;magii&amp;rdquo;, świętego spokoju, zero pędu, dużo lenistwa, dobrego, bezwyrzutowego ciamkania i wchłaniania kalorii, kot&amp;oacute;w buszujących pod choinką i z upodobaniem tłukących bombki, rodzinnego, przyjacielskiego, miłosnego ciepełka i przeżycia, ba, zadowolenia i miłych wspomnień z tych kilku dni.&lt;br /&gt;I świąteczne Supernatural, oczywiście (nie, to nie był&amp;nbsp;jedyny pow&amp;oacute;d, dla kt&amp;oacute;rego piszę ten post xD), a że skubańca nie można umieścić, to tak: &lt;/span&gt;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=SBvt3D41q6U&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;http://www.youtube.com/watch?v=SBvt3D41q6U&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/4438.html?view=comments#comments</comments>
  <category>życzenia</category>
  <category>święta</category>
  <category>spn</category>
  <category>youtube</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/4213.html</guid>
  <pubDate>Mon, 15 Nov 2010 19:32:05 GMT</pubDate>
  <title>[SPN] Druga tragedia</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/4213.html</link>
  <description>&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Kr&amp;oacute;tki tekst, taka mini-miniaturka. Dawno temu się już za niego zabrałam i postanowiłam wreszcie skończyć i opublikować gdzieś. Tłumaczenie, mimo właściwie całej prostoty fika, szło mi czasami topornie, jest to miejscami dość swobodny przekład.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Lubię ten tekst (chociaż chyba bardziej w oryginale, ale cicho sza!), jest taką łatką, obrazkiem wklejonym między pilotem pierwszego sezonu a kolejnym odcinkiem. Czyli angst, Sam po śmierci Jess, Dean&amp;rsquo;s POV.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Tytuł: &lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;The Second Tragedy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Autor: Refur&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Link do oryginału: &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 12pt; color: black&quot;&gt;&lt;a href=&quot;http://www.fanfiction.net/s/3430207/1/The_Second_Tragedy&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;font color=&quot;#800080&quot;&gt;http://www.fanfiction.net/s/3430207/1/The_Second_Tragedy&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Zgoda na tłumaczenie: niestety, wciąż brak odzewu ;/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Tłumacz: mitamot&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;&lt;br /&gt;Druga tragedia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Są tylko dwie tragedie na świecie: jedna to nie mieć tego, czego się chce, a druga dostać to, czego się chciało.&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Oscar Wilde&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Wynajmują pok&amp;oacute;j w motelu i jest jak za starych czas&amp;oacute;w, myśli Dean, zapadające się, chemicznie wybielane materace i dochodzący z zewnątrz hałas ruchu ulicznego. Jak za starych czas&amp;oacute;w, tylko że obaj śmierdzą dymem tak mocno, że ma ochotę zwymiotować. Jak za starych czas&amp;oacute;w, tylko że spojrzenie Sama jest tak puste, jakby go już tam w środku nie było i dłonie Deana trzęsą się, kiedy myśli, jak mało brakowało, a mogłoby do tego dojść.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;To jest to, czego Dean chciał, kiedy trzy dni temu przyjechał do Palo Alto i wspinał się po oknie brata. Myślał o tym całą drogę z Nowego Orleanu do Kalifornii, wyobrażał sobie powr&amp;oacute;t z Samem na szlak, jedzenie w przydrożnych barach i kł&amp;oacute;tnie, i mile drogi uciekającej pod kołami. Powr&amp;oacute;t do dawnych lat, tak jakby Sam nigdy nie wyjechał. Czuł się nawet winny z powodu tej ekscytacji jaką czuł, kiedy mijał znak limitu prędkości dla Palo Alto, winny, ponieważ tata zaginął, a on był prawie że zadowolony. Czuł się winny. Wtedy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;To, co czuje teraz, nie jest niczym, co chciałby kiedykolwiek doświadczyć. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Pierwszej nocy Sam nie śpi w og&amp;oacute;le. Dean zresztą też nie, bo jak m&amp;oacute;głby, kiedy Sam tak siedzi, zesztywniały i spięty przy laptopie, z palcami latającymi nad klawiaturą i twarzą białą w spos&amp;oacute;b, jakiego nigdy wcześniej nie widział. Dean chce porozmawiać, chce upewnić się, że z Samem wszystko jest okej, ale obaj nie przywykli do takich rozm&amp;oacute;w i Dean wie, że z Samem właśnie nie jest okej, że jest tak daleki od bycia okej jak to tylko możliwe. Wie, ponieważ widział to już wcześniej. Jak za starych czas&amp;oacute;w.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Kom&amp;oacute;rka dzwoni całą noc i cały poranek, a Sam ani razu nawet na nią nie spojrzał. Dean przeciwnie, patrzy i odczytuje na wyświetlaczu r&amp;oacute;żne imiona, tak wiele r&amp;oacute;żnych imion ludzi, kt&amp;oacute;rzy słyszeli wieści i dzwonią, żeby zobaczyć, jak się trzyma Sam. Tak wielu ludzi chcących się dowiedzieć, że z Samem wszystko jest okej. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Sam nawet nie wydaje się słyszeć dzwonienia, z Samem nie jest okej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Wypytują wok&amp;oacute;ł, to pierwsza rzecz, jaką zawsze robią &amp;ndash; znaleźć świadk&amp;oacute;w, usłyszeć ich wersje wydarzeń. Problemem jest tylko to, że jedynymi świadkami tym razem są Sam i Dean, kt&amp;oacute;rzy bardzo dobrze znają tę historię, znają ją całe swoje życie. Ona ich określiła, ukształtowała, ograniczyła. Nie jest czymś, czego Dean chciałby usłyszeć powt&amp;oacute;rkę, co chciałby przekazać dalej, czym chciałby obarczyć innych &amp;ndash; ale wygląda na to, że i tak to zrobił. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Sam nie ma żadnych ubrań za wyjątkiem tego jednego, kt&amp;oacute;re miał wtedy na sobie, a kt&amp;oacute;re nadal jest przesiąknięte dymem. To czysty przypadek, że wziął ze sobą w podr&amp;oacute;ż laptopa, a potem zostawił go w Impali. Być może najszczęśliwszy przypadek, jaki kiedykolwiek się przydarzył Deanowi, ponieważ gdyby nie on, nie zawr&amp;oacute;ciłby. Teraz ten laptop to jedyna rzecz, jaką Sam posiada, nie licząc zdjęcia w portfelu i wspomnienia wypalonego w jego umyśle, a Dean ma znacznie więcej niż miał trzy dni temu, ale już nie jest pewien, czy dalej tego pragnie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Dean słucha wiadomości zostawionych Samowi. Zapłakane głosy, pełne wsp&amp;oacute;łczucia, pełne desperacji, ludzie, kt&amp;oacute;rych nigdy nie spotkał, ale kt&amp;oacute;rym zależy na jego bracie wystarczająco mocno, aby się o niego martwić. Przez tyle lat to było zajęcie Deana, jego i taty, i teraz prawie nienawidzi tych głos&amp;oacute;w, tych ludzi, ale myśli, że najprawdopodobniej oni nienawidziliby go bardziej, gdyby wiedzieli. Pyta Sama, czy chce odsłuchać nagrania, ale ten tylko sięga ręką po kom&amp;oacute;rkę i kasuje je wszystkie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Drugiej nocy Sam przesypia p&amp;oacute;ł godziny i budzi się z krzykiem. Dean przypomina sobie teraz wszystkie swoje dawne koszmary, o kt&amp;oacute;rych nie myślał już od lat. Sam nic nie m&amp;oacute;wi, a Dean nie pyta i jest jak za starych czas&amp;oacute;w.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Trzeciego dnia stoją, opierając się o Impalę i obserwują z daleka grupę ludzi. Wszyscy są w czerni, ich ubrania powiewają na wietrze, przypominając stado kruk&amp;oacute;w krążących między nagrobkami. Sam nie jest ubrany na czarno, ma na sobie spłowiałą koszulkę i jeansy, kt&amp;oacute;re Dean kupił mu w Goodwill, po tym jak znalazł brata drącego swoje jedynie ubranie na małe kawałeczki (i Dean nie pytał dlaczego, bo nawet z drugiej strony pokoju można było poczuć zapach dymu). Dean podchodzi bliżej, chociaż nie za blisko, chce poznać, chce dotknąć tych ludzi, te głosy, kt&amp;oacute;re wzięły na siebie jego ciężar na kilka lat, tę dziewczynę, kt&amp;oacute;ra może by wciąż żyła.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Słowa przecinają chłodne powietrze. &lt;i&gt;Pełna życia&amp;hellip; nieustraszona&amp;hellip; plany na przyszłość&amp;hellip; głęboka miłość&amp;hellip; ogromna tęsknota.&lt;/i&gt; Mogli m&amp;oacute;wić o kimkolwiek, ale Dean, wracając do Sama, myśli, że &lt;i&gt;głęboka miłość, ogromna tęsknota&lt;/i&gt; nawet w małym stopniu nie oddają sposobu, w jaki usta jego brata wykrzywiają się w kącikach, w jaki jego oczy wydają się być pustymi dziurami w twarzy. Ale potem uświadamia sobie, że nie ma sł&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;re mogłyby to opisać i nie m&amp;oacute;wi nic.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Miasto opuszczają za zgodą Sama. To już si&amp;oacute;dmy dzień i Dean wie, że niczego tu nie znajdą, a czekają na nich wciąż wsp&amp;oacute;łrzędne, kt&amp;oacute;re zostawił im tata. Nie m&amp;oacute;wi jednak nic, bo Sam wciąż patrzy się przed siebie tym wzrokiem i mimo że jego stare ubrania już dawno zniknęły, Dean nadal może czasami wyczuć woń dymu w powietrzu. Pierwszym, co widzi po przebudzeniu są spakowane bagaże i Sam nerwowo krążący po pokoju, jakby był na prochach. Dwadzieścia minut p&amp;oacute;źniej są już w drodze i przejeżdżają obok znaku ograniczenia prędkości dla Palo Alto. Upłynęło tylko dziesięć dni, odkąd Dean mijał go z drugiej strony, ale wszystko zdążyło się w tym czasie zmienić. A może wszystko po prostu wr&amp;oacute;ciło na swoje miejsce &amp;ndash; są p&amp;oacute;ł kraju od Lawrence, a przed nimi długa, niemająca końca droga. &lt;br /&gt;Sam siedzi cicho, skulony w fotelu pasażera, a Dean trzyma kierownicę mocniej niż zwykle i nie m&amp;oacute;wią nic.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;Gdzieś między Kalifornią a Kolorado Sam zasypia i przez kr&amp;oacute;tką chwilę, zanim budzi się z przerażeniem wypisanym na twarzy, tłumiąc krzyk, Dean może udawać, że jest jak za starych czas&amp;oacute;w.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;48&quot; /&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/4213.html?view=comments#comments</comments>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>spn</category>
  <category>youtube</category>
  <category>refur</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/4033.html</guid>
  <pubDate>Fri, 12 Nov 2010 01:14:37 GMT</pubDate>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/4033.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Ostatnio jakoś grzebałam w moich youtube&apos;owych ulubionych i oto co znalazłam.&lt;br /&gt;Jak wiadomo, my mamy lektora. Inni lubią dubbing. Ok. Ale co ma zrobić dubbingujący, kiedy jego bohater śpiewa? Zostawić oryginalny fragment, czy samemu zaśpiewać? Większość wybiera pierwszy spos&amp;oacute;b, ale znalazło się kilku (kilka par) śmiałk&amp;oacute;w... I c&amp;oacute;ż, oto efekt :D&amp;nbsp;Dean i Sam śpiewający &amp;quot;Dead or Alive&amp;quot; Bon Jovi po angielsku, niemiecku, francusku, portugalsku i japońsku (3x16).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;47&quot; /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/4033.html?view=comments#comments</comments>
  <category>seriale</category>
  <category>dubbing</category>
  <category>spn</category>
  <category>youtube</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>3</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/3680.html</guid>
  <pubDate>Sun, 07 Nov 2010 02:49:57 GMT</pubDate>
  <title>Pisanina popółnonca cz. 2</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/3680.html</link>
  <description>Ciąg dalszy. LJ nie jest łaskaw poinformować, że on już przy mojej pisaninie wysiada, po prostu ucina i tyle *prycha*&lt;br /&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; color: black&quot;&gt;Wszystkie wcielenia Tary &lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; font-size: 9pt&quot;&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;margin-bottom: 12pt&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; color: black&quot;&gt;Jakiś czas temu natknęłam się na to na tvn7 (chyba jeszcze lecą ostatnie odcinki 1. sezonu) i spodobało mi się na tyle, że szybko sięgnęłam po laptopa i obejrzałam pierwszy sezon online, a teraz grzecznie czekam, aż ktoś przetłumaczy i wrzuci sezon drugi. Więc tak&amp;hellip; serial jest o Tarze, kt&amp;oacute;ra ma osobowość mnogą (kurczę, chyba to jakoś inaczej nazywają&amp;hellip; o, dysocjacyjne zaburzenie tożsamości) i jej rodzinie. I cieszę się, że na takie coś trafiłam, bo poza tym, że to naprawdę świetny serial, to już od dawna interesowałam się tematem osobowości mnogiej i jak to w og&amp;oacute;le wygląda. Czy alter ego wie, że jest alter ego, czy uważa siebie za no, właściwą osobą na właściwym miejscu? Czy wymyśla sobie przeszłość, teraźniejszość, czy w og&amp;oacute;le na to nie zważa? Jak tłumaczy sobie to, że fizycznie jest kobietą, a jest facetem&amp;hellip; Albo czy w og&amp;oacute;le to zauważa? Czy alter ego wiedzą o innych alter ego&amp;hellip; I kupa innych pytań. A jakoś porządnych, łopatologicznych odpowiedzi na nie nie mogłam znaleźć. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Ale do rzeczy&amp;hellip; Tarę gra Toni Collette, jakoś wcześniej chyba nigdy nie zwracałam na nią większej uwagi, a szkoda. Pamiętam ją z genialnej &amp;bdquo;Małej Miss&amp;rdquo; i wiem, że grała w &amp;bdquo;Weselu Muriel&amp;rdquo;, kt&amp;oacute;re naprawdę mam zamiar kiedyś obejrzeć. I tak patrząc na jej filmografię, to grała naprawdę w wielu fajnych filmach&amp;hellip; Muszę kiedyś nadrobić. W&amp;nbsp;każdym razie mamy Tarę, mamy męża Tary, Maxa, czyli Johna Corbetta, do kt&amp;oacute;rego mam sentyment, nie wiem nawet czy nie czasem jeszcze z &amp;bdquo;Przystanku Alaska&amp;rdquo;, kt&amp;oacute;rego widziałam dawno, dawno kilka odcink&amp;oacute;w.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; color: black&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; color: black&quot;&gt;Jest też dw&amp;oacute;jka ich dzieci: Kate &amp;ndash; dość buntownicza nastolatka, mająca problemy z podkochującym się w niej jej raczej dziwnym kierownikiem oraz Marshall &amp;ndash; uroczy gej, może ciut nerwowy i niepewny, ale i tak robiący trochę za rodzinną oaza spokoju, opanowania i racjonalizmu. Chyba, że ktoś mu nadepnie na odcisk. Wtedy potrafi podpalić szopę. Ale cicho sza ;) Jest jeszcze Charmaine, siostra Tary z syndromem zdrowej-psychicznie-siostry-zbyt-szybko-odstawionej-od-uwagi-rodzic&amp;oacute;w i przyjaciel Maxa, Neil. A teraz sprawcy całego zamieszania, czyli wszystkie alter ega Tary xD&amp;nbsp;Jest T. T ma szesnaście lat, jest rozwydrzona, napalona i ma kiepski gust (chciała sobie wytatuować delfina pieprzącego jednorożca. Albo odwrotnie. Btw. gdzie już było o jakiś&amp;nbsp;puchatych pieprzących się ze sobą zwierzaczkach? W South Parku&amp;hellip;? Hm). Mamy też Alice. Taka żona ze Stepford. Konserwatywna pani domu, kt&amp;oacute;ra sprząta, piecze ciasta, robi pyszne śniadanka, ale potrafi też wyszorować usta mydłem za wulgarne wyrażenie się. Umie całkiem nieźle manipulować i jest zwolenniczką tezy, że mężczyźni to delikatne i płochliwe stworzenia, więc trzeba sprawić, żeby czuli się bezpiecznie&amp;hellip; na przykład przez m&amp;oacute;wienie p&amp;oacute;łtonu wyżej. Czyli, jak nazywa to Kate, szczebiotać jak księżniczka z Disneya. A. No i m&amp;oacute;j ulubieniec. Buck. Weteran z Wietnamu. Lubi piwo, papierosy, grzebanie w garażu, podrywa panie i rzuca niewybrednymi, czasami dość homofobicznymi uwagami. Ale w sumie to poczciwy i fajny facet. Czyli Collette ma całkiem spore &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-family: Arial; color: black&quot;&gt;pole do popisu ;) Jest ciekawie, zabawnie, ale też poważnie&amp;hellip; A scenariusz pisali m.in. Diablo Cody i Steven Spielberg. Nie wiem czy muszę jeszcze bardziej zachęcać&amp;hellip; ;) [żadnego lepszego traileru pierwszego sezonu nie znalazłam, nie wiem czy jestem ślepa, czy poginęły]:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;46&quot; /&gt;&lt;p style=&quot;margin-bottom: 12pt&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Aaaa. Fabberline podesłała mi test (http://www.ultrasonic-ringtones.com/), sprawdzający o jak wysokiej em, częstotliwości (?) słyszymy dźwięki. I mając ustawiony dość niski poziom głośności (poniżej połowy), zwykłego laptopa i zwykłe, bardzo tanie, bardzo szkolne słuchawki, wychodzi mi, że&amp;hellip; tak, proszę państwa, jestem mutantem. Albo psem. Albo komarem. W każdym razie nie człowiekiem. Ewentualnie kilkuletnim dzieckiem. Nie wiem, głupi ten test, muszę chyba dorwać i przetestować mojego małego kuzyna.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Btw. nawet jeśli jestem mutantem, to dlaczego nie mogłam dostać jakichś fajnych zdolności? Te wrzeszczące nad sufitem dziecko mnie wykończy&amp;hellip; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;&amp;nbsp;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/3680.html?view=comments#comments</comments>
  <category>seriale</category>
  <category>toni collette</category>
  <category>testy</category>
  <category>steven spielberg</category>
  <category>psychologia</category>
  <category>wszystkie wcielenia tary</category>
  <category>diablo cody</category>
  <category>youtube</category>
  <category>john corbett</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/3491.html</guid>
  <pubDate>Sun, 07 Nov 2010 02:35:23 GMT</pubDate>
  <title>Pisanina popółnonca cz.1</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/3491.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Jakoś ostatnio za nic się nie mogę zabrać. Tyle, że mam kilka wpis&amp;oacute;w na lj już zaplanowanych, ułożonych i ustalonych w moim m&amp;oacute;zgu, a że ich przechowywanie w moim biednym, rozleniwionym organie to chyba dla niego za dużo, więc postanowiłam zrobić czystki i coś naskrobać. Czyli będzie o &amp;bdquo;The social network&amp;rdquo;, &amp;bdquo;Wszystkich wcieleniach Tary&amp;rdquo;, &amp;bdquo;Supernatural&amp;rdquo; i tym, że najwyraźniej łączy mnie coś ze znienawidzonymi przeze mnie stworami ;)&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;The social network&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Byłam i widziałam. I podobało mi się. Ale nie padłam z zachwytu, nie powaliło mnie na kolana i szczerze, gdyby nie był to film na tak nietypowy temat, to całkiem możliwe, że dość szybko bym o nim zapomniała. Nie zrozumcie mnie źle &amp;ndash; był świetnie zrobiony. Fajne zdjęcia, świetny scenariusz, naprawdę dobra gra aktorska. Tylko nie wiem, hm&amp;hellip; może chodzi o samą ideę? Brak em, no nie wiem, puenty? Żeby mi się coś wryło w m&amp;oacute;zg po zakończeniu seansu? Bo oglądało się z zainteresowaniem, ale już kilka godzin po wyjściu z sali entuzjazm stopniowo opadał. Ale dobra, nie będę zrzędzić.&lt;br /&gt;Naprawdę dobrze udało się im opowiedzieć w sumie kr&amp;oacute;tką i nie aż tak porywającą historię. Jesse Eisenberg jako Mark był świetny, zagrał postać przy pomocy jednej miny + okazyjnych ruch&amp;oacute;w brwi i kącik&amp;oacute;w ust (rzadko) + tempa m&amp;oacute;wienia. I wyszedł introwertyczny, bardzo inteligentny, ciut paranoiczny i zgryźliwy typek, kt&amp;oacute;ry przy okazji był bardzo pewnym siebie i nadętym dupkiem, nie potrafiącym przegrywać i przyznawać się do błędu, miał za to poważne problemy interpersonalne i chyba brak celu w życiu. Podobały mi się te jego niekt&amp;oacute;re wyuczone, grzecznościowe zachowania, te np. &amp;bdquo;m&amp;oacute;wisz serio? Jeśli m&amp;oacute;wisz serio, to przepraszam&amp;rdquo; nie za bardzo wiedząc, za co przeprasza, czy te uprzejme pytania, kt&amp;oacute;re powinno się zadać niewidzianemu od paru miesięcy przyjacielowi, o to jak staż, jak dziewczyna. Zrezygnowałeś dawno temu ze stażu i m&amp;oacute;wiłeś mi już o tym&amp;hellip;? Ups&amp;hellip;&lt;br /&gt;Z Markiem w każdym razie przyjaźnił się nie wiadomo czemu Eduardo &amp;ndash; czyli Andrew Garfield o uroku szczeniaka merdającego ogonkiem albo, jak kto woli, Bambiego (&lt;a href=&quot;http://28.media.tumblr.com/tumblr_lbepdfkxef1qabunao1_500.jpg&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;&lt;font color=&quot;#800080&quot;&gt;http://28.media.tumblr.com/tumblr_lbepdfkxef1qabunao1_500.jpg&lt;/font&gt;&lt;/a&gt; - podziękowania&amp;nbsp;dla &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; i jej miłości do tumblra). No i po obejrzeniu filmu właśnie najbardziej żal jest Eduarda. Bo fajny i miły chłopak z niego był, lojalny i oddany przyjaciel&amp;hellip; I, kurczę, on chciał tylko trochę się zabawić, być popularnym i mieć dziewczynę, a z drugiej strony rzeczywiście tworzyć z Markiem facebooka, razem z nim pracować, mieć zadanie, być odpowiedzialnym i traktowanym poważnie. I nic mu z tego nie wyszło. Dziewczyna okazała się psychopatką, podpalającą mu ł&amp;oacute;żko, a z firmy go niecnie, bez słowa, bez uprzedzenia wywalili. Poor Eduardo&amp;nbsp;:( I do końca miał rozżaloną, oszukaną minę zszokowanego i nierozumiejącego stworzenia, bo przecież byli przyjaci&amp;oacute;łmi i jak nie, jak tak, i jak to dla Marka nic nie znaczyło, skoro dla niego to coś znaczyło.&lt;br /&gt;Zadziwiająco dobrze i przekonująco zagrał też &lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Seana Parkera Justin Timberlake (w jakimkolwiek świetle by go to nie stawiało), podobali mi się bliźniacy, zwłaszcza ten od &amp;bdquo;nie możemy, jesteśmy dżentelmenami z Harvardu!&amp;rdquo; oraz oczywiście dziewczyna Marka, Erica (Rooney Mara), cudnie racjonalna, konkretna babka :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;W każdym razie rzeczywiście dobry film, mogłabym sobie obejrzeć kiedyś jeszcze raz. I swoją drogą cieszę się jednak, że nie mam facebooka. Za to mam lj, na kt&amp;oacute;rym Mark ochrzaniał dziewczęta. &lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Hmmm. Nom. I uwielbiany przez fabberline tekst o kurczaku też był godny jej uwielbienia:&lt;/span&gt; &amp;lsquo;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;The dining hall was serving chicken, and I had to feed my chicken, so I took little pieces of chicken, and I gave it to the chicken&apos; xD&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;I już kończąc (wiem, czemu nie robię wpis&amp;oacute;w &amp;ndash; to zżera za dużo czasu), SPN. Teraz właśnie sobie grzecznie czekam na możliwość ściągnięcia nowego odcinka i na przetłumaczenie napis&amp;oacute;w do niego. W og&amp;oacute;le strasznie spojlerujące zwiastuny ostatnio dają. No i co ja chciałam&amp;hellip; ostatnio obejrzałam sobie kilka starych odcink&amp;oacute;w, gł&amp;oacute;wnie z pierwszego sezonu. I uch, jakie fajne braciaki z nich były! Dean odpowiedzialny i zmartwiony, ale jeszcze optymistyczny, podrywający panie i dogryzający braciszkowi, a Sammy&amp;hellip; college boy, z grzywką, dołeczkami i przede wszystkim z mimiką&amp;hellip; I ta więź między braciakami, i nie było ciężaru końca świata&amp;hellip; Mam nadzieję, że w spn zaraz się ogarną i szybko oddadzą duszę Sammy&amp;rsquo;emu (niech, kurczę, nad Deanem tak strasznie się nie znęcają, chociażby przez jeden odcinek, no. Dajcie mu trochę spokoju). I tak sentymentalnie:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;40&quot; /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;41&quot; /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/3491.html?view=comments#comments</comments>
  <category>seriale</category>
  <category>spn</category>
  <category>jesse eisenberg</category>
  <category>the social network</category>
  <category>filmy</category>
  <category>youtube</category>
  <category>andrew garfield</category>
  <category>facebook</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/3102.html</guid>
  <pubDate>Tue, 26 Oct 2010 22:01:17 GMT</pubDate>
  <title>American Film Festival: Rewolta w Stonewall &amp; Kaboom</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/3102.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Korzystając z tego, że pomieszkuję teraz we Wrocławiu, postanowiłam się wybrać. Oczywiście w typowym nieogarnięciu nie załatwiłam sobie na czas karnetu i nie siedziałam, jak niekt&amp;oacute;rzy, od rana do nocy pięć dni w kinie, przysypiając w przerwach na kanapach (a szkoda), tylko po prostu wpadłam na kilka, właściwie dość losowo wybranych film&amp;oacute;w. Bo albo godzina nie ta, albo już bilety wykupione, albo koliduje z innym filmem&amp;hellip; No mniejsza. Teraz sobie pewnie trochę popiszę filmowo, heh&amp;nbsp;;)&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small&quot;&gt;Rewolta w Stonewall&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;(reż. &lt;span style=&quot;color: black&quot;&gt;Kate Davis i David Heilbroner, premiera świat: czerwiec 2010)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Jedyny dokument na jakim byłam. W dużym stopniu skupiono się na przedstawieniu sytuacji LGBT w latach 60. w USA. Mamy fragmenty film&amp;oacute;w edukacyjnych na temat homoseksualizmu (podejrzany, starszy facet z wąsikiem, w ciemnych okularach pożądliwie przyglądający się jakiemuś słodko-naiwnemu smarkaczowi zażerającego sandwicha i lektor: &amp;bdquo;Chłopiec już dawno się tak dobrze nie bawił. Nie wiedział jednak, że jego towarzysz, Ralph, był chory. Była to zaraźliwa, umysłowa choroba. Nazywała się homoseksualizmem&amp;hellip;&amp;rdquo;), kawałek nagrania przem&amp;oacute;wienie jakiegoś kolesia m&amp;oacute;wiącego do przestraszonych nastoletnich dzieciak&amp;oacute;w, że na pewno na sali jest ktoś, kto jest lub zostanie pedałem lub lesbijką, ale niech wie, że to nielegalne, chore i zostaną prędzej czy p&amp;oacute;źniej złapani&amp;hellip; Jest też oczywiście o szpitalach psychiatrycznych, eksperymentach medycznych, o ucieczkach z domu, o potajemnie drukowanych broszurkach, nalotach na bary, publikowaniu danych aresztowanych&amp;hellip; Sporo tego. I dziwne prawo, że trzeba było mieć na sobie co najmniej trzy sztuki odzieży odpowiadające biologicznej płci. A skarpetki odpadały.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Co do samych zamieszek (chociaż to wyglądało właściwie na małe powstanie), to gł&amp;oacute;wnie opierano się zeznaniach naocznych świadk&amp;oacute;w &amp;ndash; i to z obu stron, bo w dokumencie wystąpił r&amp;oacute;wnież policjant. Przyznam się szczerze, że byłam dość mocno niewyspana i mało kontaktowa, a może&amp;hellip; no nic, w każdym razie w kilku momentach się troszkę pogubiłam. &amp;nbsp;Tak czy siak, co zapamiętałam, to moje. Po pierwsze, nie wiedziałam, że to było&amp;hellip; tak duże i trwało tak długo. I że bar był mafii. I z ciekawostek, że lepiej było nie pić w Stonewall, bo nie dość, że alkohol był kradziony i rozcieńczany, to jeszcze dwa razy droższy niż w innych barach, a także&amp;hellip; przelewany wiadrami. I wszyscy świadkowie zarzekali się, że nigdy nic w Stonewall nie pili, bo na pewno jakieś chor&amp;oacute;bsko tam przenoszono. Puszczano też wolne piosenki, więc można było się pomacać, potulić i poszukać sobie kogoś na dłużej. A w czasie zamieszek, kiedy policjanci zabarykadowali się wewnątrz baru, za parkometr, żeby wywarzyć nim drzwi, pierwsza sięgnęła drag queen, Miss czegoś tam. Z pomysłem, żeby zorganizować marsz, wyszła pierwsza lesbijka i wszyscy tylko liczyli, żeby zebrało się ich więcej niż dziesięciu. A przez ulice szli pędem, bojąc się, że ktoś ich zaatakuje.&lt;br /&gt;Ciekawy, dobry dokument. Dobrze się słuchało uczestnik&amp;oacute;w tamtych wydarzeń&amp;hellip; zwłaszcza, że w większości byli to sympatyczni i dowcipni ludzie. A na pewno wszyscy byli dumni z tego, czego razem dokonali i mocno wzruszeni. Właściwie to mogłabym sobie obejrzeć jeszcze raz. &amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;I tak z innej beczki...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-size: small&quot;&gt;&lt;strong&gt;&lt;br /&gt;Kaboom&lt;/strong&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-size: larger&quot;&gt;(reż. Gregg Araki, premiera świat: maj 2010, nagrody: Cannes IFF 2010 &amp;ndash; Queer Palm)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;LOL i OMG xD W opisie został nazwany &amp;bdquo;halucynogenną kombinacją filmu SF oraz college&amp;rsquo;owego porno w wersji hetero- i homoseksualnej&amp;rdquo; &amp;ndash; i tak, tego należy się spodziewać xD&lt;br /&gt;Jest początek roku studenckiego, akademik&amp;hellip; I jest Smith. Smith &amp;ndash; kt&amp;oacute;ry nie lubi jak ludzi się szufladkuje według orientacji &amp;ndash; lubi chłopc&amp;oacute;w i kiedy jest pijany/naćpany/ma do kogoś sentyment to też dziewczyny. Leci na swojego wyjątkowo durnego wsp&amp;oacute;łlokatora Thora, kt&amp;oacute;ry miłośnie układa kolorowe japonki w szafie, codziennie robi sobie peelingi, śpi nago, głośno się pieprzy, pokrzykując &amp;bdquo;Ciii, m&amp;oacute;j wsp&amp;oacute;łlokator śpi!&amp;rdquo; i w swojej heteroseksualności lubi tarzać się p&amp;oacute;łnago po podłodze ze swoim r&amp;oacute;wnież heteroseksualnym przyjacielem. Jest r&amp;oacute;wnież przyjaci&amp;oacute;łka Smitha, Stella, cudownie urocza, sarkastyczna i zgryźliwa lesbijka, uwikłana się w dziwną relację z zaborczą, psychopatyczną nimfomanką Lorelei. No i oczywiście London &amp;ndash; drobna blondynka, kt&amp;oacute;ra po wymianie kilku kurtuazyjnych zdań, zadaje zasadnicze pytanie &amp;bdquo;Do you want to fuck?&amp;rdquo;.&lt;br /&gt;Ale oczywiście to nie wszystko. Mamy em, ciekawe dialogi, ludzi biegających w maskach zwierząt, ginące ciała, halucynacje oraz Wielką Tajemnicę&amp;amp;Wielki Spisek. Jest zabawnie, kolorowo, absurdalnie, kiczowato, dynamicznie i&amp;hellip; serio, naprawdę dobrze się bawiłam :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;44&quot; /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;lj-embed id=&quot;45&quot; /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/3102.html?view=comments#comments</comments>
  <category>kaboom</category>
  <category>youtube</category>
  <category>rewolta w stonewall</category>
  <category>wrocław</category>
  <category>american film festival</category>
  <category>filmy</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/3022.html</guid>
  <pubDate>Sun, 29 Aug 2010 20:26:48 GMT</pubDate>
  <title>[Incepcja] &quot;Pięć części ciała Arthura, które uwielbia Eames&quot;</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/3022.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Wpadłam na ten tekst przypadkowo dzień po obejrzeniu &amp;ldquo;Incepcji&amp;rdquo;. Nie do końca wierząc w ten paring, zaznaczyłam i stwierdziłam, że może kiedyś przetłumaczę ;) No i przetłumaczyłam.&lt;br /&gt;Nie jestem do końca zadowolona z tego, jak te tłumaczenie wyszło, czasami mocno się z nim żarłam, do tego miejscami jest bardzo swobodne i z powod&amp;oacute;w problem&amp;oacute;w interpretacyjnych, i z chęci ratowania języka polskiego, co&amp;hellip; wyszło jak wyszło. Mniejsza z tym.&lt;br /&gt;Dedykowany&amp;nbsp;&lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; &amp;ndash; sp&amp;oacute;źnione wszystkiego najlepszego i sto lat. Radosnego JGL, przystępnego Freuda, przyjaznego miasta i integracji, i rozgarniętych p(t)ysi&amp;oacute;w z antenkami ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł: Five parts of Arthur&apos;s body that turn Eames on&lt;br /&gt;Autorka: &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;acidpop25&quot; lj:user=&quot;acidpop25&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://acidpop25.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://acidpop25.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;acidpop25&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://acidpop25.livejournal.com/284755.html#cutid1&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;&lt;font color=&quot;#800080&quot;&gt;http://acidpop25.livejournal.com/284755.html#cutid1&lt;/font&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zgoda na tłumaczenie: jest &lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&lt;b&gt;Pięć części ciała Arthura, kt&amp;oacute;re uwielbia Eames&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: left&quot;&gt;I.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Arthur jest praktycznym mężczyzną, wymagającym we wszystkim perfekcji, i ma najbardziej utalentowane dłonie, jakie kiedykolwiek Eames widział. Są białe i niezwykle delikatne, z długimi palcami, wyglądają, jakby należały do pianisty. Mają niewielkie zgrubienie na wewnętrznej stronie połączenia kciuka i palca wskazującego, powstałe na skutek godzin spędzonych na pisaniu &amp;ndash; jedyna nier&amp;oacute;wność na poza tym miękkiej sk&amp;oacute;rze. Eames zna te dłonie bardzo dobrze, od każdego opuszka, zmarszczki na jego palcach, po zadrapania zostawione przez kr&amp;oacute;tkie paznokcie, kt&amp;oacute;re Arthur wbija w jego plecy. Zna skomplikowane wzory, jakie tworzą jego żyły będące czymś w rodzaju mapy tuż pod cienką sk&amp;oacute;rą nadgarstk&amp;oacute;w Arthura, wie dokładnie, gdzie można poczuć bicie jego pulsu. Eames widział te dłonie ściskające kierownicę, trzymające broń, otwierające wytrychem zamek, skręcające kark, ale widział je też na każdym calu swojej sk&amp;oacute;ry, dające mu przyjemność, kt&amp;oacute;ra trzęsła jego światem w posadach. Nie ma niczego, czego ręce Arthura nie umiałyby zrobić.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;II.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Eames ma miłosno-nienawistny stosunek do czarnych, gładko zaczesanych do tyłu włos&amp;oacute;w Arthura. Och, oczywiście Arthur wygląda z nimi świetnie, razem z jego wyszukanymi, idealnie wyprasowanymi garniturami składają się na człowieka, będącego prawą rękę Cobba. Ale sprawiają też, że Eamesa aż świerzbi, aby zburzyć jego fryzurę przy każdej okazji, co jest trochę bardziej niż rozpraszające, kiedy razem pracują.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Właśnie przez te niespokojne, ruchliwe palce Eamesa, Arthur na wszelki wypadek trzyma sw&amp;oacute;j żel do włos&amp;oacute;w wszędzie &amp;ndash; w biurku w magazynie, w teczce, w samochodzie. To małe zwycięstwo Eamesa &amp;ndash; wiedząc, że może naprawić swoją perfekcyjną fryzurę p&amp;oacute;źniej, Arthur pozwala mu ją psuć, przeczesywać włosy tak długo, aż na powr&amp;oacute;t staną miękkie i znajdą się w kompletnym nieładzie. To spos&amp;oacute;b Eamesa na powiedzenie &lt;i&gt;m&amp;oacute;j&lt;/i&gt;, kiedy przebiega palcami przez ciemne kosmyki, a Arthur nie jest już w stanie zmusić się do rzucania mu groźnych spojrzeń. Jeszcze lepiej, gdy Arthur wychodzi prosto spod prysznica &amp;ndash; jego włosy powoli wysychają, stając się jedwabiście gładkie i nieco puszyste. Eames wtedy ochoczo rozczesuje je swoimi palcami bez końca, a Arthur wydaje miękkie odgłosy przyjemności, leżąc po swojej stronie ł&amp;oacute;żka z głową na jego kolanach.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dłonie Eamesa łapią i ciągną włosy Arthura, kiedy się pieprzą, ale jemu nigdy nie wydaje się to przeszkadzać.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;III.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Mimo że Arthur zwykle ma ostrożnie neutralny wyraz twarzy, to jego mimika jest jedną z najwyrazistszych, jaką widział Eames, a Eames zna wielu ludzi. Twarz Arthura naznaczona jest tysiącami, niewiele m&amp;oacute;wiących linii dookoła jego oczu i zmarszczek na czole. Ale Eames najciężej ze wszystkiego pracuje nad wywołaniem uśmiechu na jego twarzy (tak ciężko, że czasami robi z siebie p&amp;oacute;łgł&amp;oacute;wka).&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Nie chodzi tylko o sam uśmiech Arthura, chociaż jest on na tyle rzadki, że Eames umie go należycie docenić &amp;ndash; szczery uśmiech Arthura jest słodki i ciepły i sprawia, że serce Eamesa przyspiesza. Chodzi o spos&amp;oacute;b, w jaki w jego policzkach tworzą się dołeczki, kiedy się uśmiecha. Niewielu ludzi o nich wie, pokazują się tylko przy prawdziwym, szerokim uśmiechu, a nie przy powściągliwym, małym wygięciu ust, kt&amp;oacute;rego Arthur najczęściej używa w zastępstwie. Eames wprost ub&amp;oacute;stwia te dołeczki.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Eames! &amp;ndash; karci go Arthur, z trudem łapiąc powietrze i wykręcając się z uścisku. Palce Eamesa znajdują wrażliwe miejsce z tyłu jego kolan i wkr&amp;oacute;tce Arthur niechętnie śmieje się, w policzkach tworzą się dołki, powieki zaciskają się, ale wciąż się wyrywa w proteście na takie traktowanie jego osoby.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Jesteś diabelnie seksowny, kiedy się uśmiechasz, kochanie &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Eames zachrypniętym głosem. Jego dłonie w końcu nieruchomieją, a Arthur, zdyszany, przyciąga go w d&amp;oacute;ł do siebie.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Następnym razem, znajdź inny spos&amp;oacute;b, żebym się uśmiechnął &amp;ndash; poucza go, a koniuszek języka Eamesa liże jego dołek w policzku.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Niczego nie obiecuję.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;IV.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Eames wysysa malinki wzdłuż ostrych linii obojczyk&amp;oacute;w Arthura, pr&amp;oacute;buje słonego potu, czując odurzający, ciepły zapach wody kolońskiej, pokrywający piżmem całą jego sk&amp;oacute;rę. Nie zawsze może zostawiać ślady powyżej linii kołnierzyka koszuli Arthura, większość czasu pracują, więc Arthur zawsze protestuje, m&amp;oacute;wiąc, że to nieprofesjonalne. Ale tutaj, wzdłuż obojczyka, prawie zawsze ciągnie się rząd małych siniak&amp;oacute;w. Kiedy Eames je zostawia, Arthur wydaje niskie, mruczące dźwięki przyjemności, a gdy jego zęby przygryzają sk&amp;oacute;rę, Arthur z trudem łapie oddech i jego biodra drżą tak mocno, że opanowanie Eamesa jest wystawione na ciężką pr&amp;oacute;bę. Arthur jest wspaniały tuż pod swoimi kośćmi.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;V.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Eames naprawdę uwielbia każdy fragment ciała Arthura znajdujący się poniżej jego talii. Pomijając oczywiste części, to długie, szczupłe nogi Arthura doprowadzają go do szaleństwa. Arthur jest&lt;i&gt; stworzony&lt;/i&gt; do noszenia tych szytych na miarę spodni, a Eames widząc go w nich, zawsze uśmiecha się lubieżnie. Arthur jest szczupły, ale umięśniony, jego nogi zawijają się dookoła pasa Eamesa, przyciągając go niecierpliwie bliżej niezliczoną ilość razy, a kilkudniowy zarost Eamesa drapie raz po raz wnętrze jego silnych ud. Eames przygryza sk&amp;oacute;rę, tworząc r&amp;oacute;żowe ślady, chcąc po prostu zobaczyć, jak jego mięśnie się napinają.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Dojdź do właściwej części &amp;ndash; prosi Arthur, przeczesując jego włosy, a Eames uśmiecha się naprzeciwko jego sk&amp;oacute;ry.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Och, dojdę, kochanie. Dojdę.&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/3022.html?view=comments#comments</comments>
  <category>acidpop25</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>slash</category>
  <category>arthur/eames</category>
  <category>incepcja</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>9</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/2766.html</guid>
  <pubDate>Thu, 26 Aug 2010 22:30:05 GMT</pubDate>
  <title>Queer as folk</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/2766.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Skończyłam oglądać. Co prawda zostało mi jeszcze do obejrzenia &amp;bdquo;saying goodbye&amp;rdquo;, miałam nadzieję, że uda mi się obejrzeć ładnie, porządnie z napisami, ale chyba nic z tego nie wyjdzie i zostaje mi po angielsku.&lt;br /&gt;C&amp;oacute;ż, nie beczałam ;) Ale ileś razy oczy mi zwilgotniały, a już od wybuchu Babylonu&amp;hellip; to był dość heartbreakingowy odcinek. Jak na og&amp;oacute;ł dalszą fabułę dawało się jakoś przewidzieć, przynajmniej kilka krok&amp;oacute;w na prz&amp;oacute;d &amp;ndash; kto z nowych postaci jak długo zostanie w serialu, kto się z kimś będzie pieprzył, kto się w kim zakocha, kto z kim będzie się o co kł&amp;oacute;cił &amp;ndash; to bomby się nie spodziewałam. Znaczy oczywiście napięcie narastało, coś musiało się zdarzyć, ale mimo wszystko.&lt;br /&gt;Nie lubię finałowych finał&amp;oacute;w seriali. Straszna rzecz. I niby zakończenie fajne, z klimatem, trochę gorzkie, ale jednak pozytywne&amp;hellip; Ale cholera, nie cierpię otwartych zakończeń! Lubię jak wszystko jest dopowiedziane do końca i zapięte na ostatni guzik, nic nie zrobię. Więc co z gł&amp;oacute;wnym paringiem, z Brianem i Justinem? Przyznam się, że początkowo (przez p&amp;oacute;łtora sezonu?) nie trawiłam ich, potem do Briana się przekonałam się poprzez jego relację z Mikem, a do Justina jeszcze p&amp;oacute;źniej, kiedy w końcu wyr&amp;oacute;sł z etapu obsesyjnie zakochanego dzieciaka. I nie, żebym oczekiwała, że wezmą ten ślub i będą mieszkali na wsi z konikami, ale musiał skubaniec wyjeżdżać do NY? I jeszcze Mel i Linz, kt&amp;oacute;re wyemigrowały do Kanady&amp;hellip; I słodki happy end szlag trafił. Chociaż te nagłe znalezienie partner&amp;oacute;w dla Emmetta i Teda&amp;hellip; xD Przynajmniej Drew się już usunął, nie wiedziałam czy facet jest tak kiepskim, czy tak dobrym aktorem, że tak pięknie mu wychodziło granie sportowca z kamienną twarzą, mającym do dyspozycji dwie maski: Drew-gniewny i Drew-spokojny. Brr.&lt;br /&gt;Pewnie nie skończy się na obejrzeniu ten jeden raz qaf. Zbyt&amp;nbsp;dobry serial, a ja mam zbyt&amp;nbsp;rozczulony wyraz twarzy, kiedy wspominam sobie ich wszystkich: Debbie, Emmetta (chyba nie było chwili, żebym ich nie uwielbiała), crazy lesbians (Mel, moja ty ukochana wredno-ironiczno prawniczko, wspierająca tyle czasu w niechęci do Briana!), Zen Bena, wyszczerz Huntera, psiakowate miny&amp;nbsp;Teda, Sunshine i kluchowatego Michaela, kt&amp;oacute;ry w końcu nie był przecież taki zły i dzięki kt&amp;oacute;remu oswoiłam się z myślą, że komiksy i superbohaterowie w rajtuzach i pelerynkach też tacy źli nie są. No i babylońskie upma-umpa ;)&lt;br /&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;29&quot; /&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/2766.html?view=comments#comments</comments>
  <category>cyndi lauper</category>
  <category>true colors</category>
  <category>youtube</category>
  <category>shine</category>
  <category>queer as folk</category>
  <category>filmy</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>4</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/2473.html</guid>
  <pubDate>Fri, 20 Aug 2010 13:44:52 GMT</pubDate>
  <title>[SPN] Morfina</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/2473.html</link>
  <description>&lt;p&gt;Dean jest na bardzo, bardzo mocnych lekach w szpitalu i... jest dość wylewny uczuciowo względem Sama ;) Raczej humorystycznie. &amp;nbsp; Tytuł oryginału: Dean&amp;#39;s Loopy on Painkillers and Loves His Brother Autorka: &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;roque_clasique&quot; lj:user=&quot;roque_clasique&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;roque_clasique&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://roque-clasique.livejournal.com/22381.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://roque-clasique.livejournal.com/22381.html&lt;/a&gt; Zgoda na tłumaczenie: jest Tłumacz: mitamot&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: center&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: center&quot;&gt; &lt;strong&gt;Morfina&lt;/strong&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Pierwszą rzeczą, jaką Dean robi po przebudzeniu, jest odnalezienie wzrokiem Sama i uśmiechnięcie się do niego. &amp;ndash; Hej &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam, przysuwając swoje krzesło bliżej szpitalnego ł&amp;oacute;żka. &amp;ndash; Hej, Dean. Jak się czujesz? Uśmiech powoli spełza z jego twarzy i zamienia się w grymas. &amp;ndash; Hmmm. &amp;ndash; Jesteś w szpitalu &amp;ndash; tłumaczy Sam, nie będąc pewnym, czy ta wiadomość jest pocieszająca, czy nie. &amp;ndash; Masz złamany obojczyk, parę żeber &amp;ndash; opadło ci płuco, bo jedno z nich je przebiło &amp;ndash; i miałeś właśnie kilka operacji ramienia, kt&amp;oacute;re też złamałeś. &amp;ndash; Hmmm &amp;ndash; powtarza Dean, krzywiąc się lekko. &amp;ndash; Uuu. &amp;ndash; Boli? &amp;ndash; Sam obraca się na swoim krześle, sprawdzając kropl&amp;oacute;wkę z morfiną, chociaż jest przekonany, że jego brat jest nią nafaszerowany po brzegi. &amp;ndash; Nie &amp;ndash; odpowiada Dean, mrugając kilka razy, powoli, jakby pr&amp;oacute;bował zogniskować wzrok. &amp;ndash; Ale&amp;hellip; ale brzmi, jakby bolało &amp;ndash; m&amp;oacute;wi strasznie bełkotliwie. &amp;ndash; Ty okej, Sammy? &amp;ndash; Ta, jestem cały. Za wyjątkiem tego. &amp;ndash; Dotyka swojej twarzy, gdzie, jak wie, ma poważnie podbite oko. &amp;ndash; Est&amp;hellip; martwe, tak? &amp;ndash; pyta Dean, wyglądając na trochę przytomniejszego. &amp;ndash; Tak. Zupełnie martwe. &amp;ndash; Dobrze. &amp;ndash; Dean unosi swoją zdrową rękę, jedyną, kt&amp;oacute;ra nie jest przywiązane do piersi, i opuszcza ją. &amp;ndash; Csotobyło? &amp;ndash; Trupiogłowy*. &amp;ndash; Pieprzeni trupiogłowi. &amp;ndash; Ta. Drzwi otwierają się i wchodząca pielęgniarka uśmiecha się, widząc, że Dean niepewnie mruga na jej widok. &amp;ndash; Sp&amp;oacute;jrzcie, kto się obudził! &amp;ndash; szczebiocze, podchodząc, żeby sprawdzić jego stan. &amp;ndash; Kto? &amp;ndash; pyta zupełnie serio Dean, wyglądając na prawdziwie zdezorientowanego. &amp;ndash; Ty, głuptasku &amp;ndash; odpowiada mu pielęgniarka. Spogląda na Sama. &amp;ndash; Kiedy się obudził? &amp;ndash; Mniej więcej trzy minuty temu &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam. &amp;ndash; Wydaje się trochę&amp;hellip; zdezorientowany. &amp;ndash; Jetem tutaj &amp;ndash; bełkocze Dean. &amp;ndash; Przesan m&amp;oacute;wić, jabybył lama. Sam patrzy szeroko otwartymi oczami na pielęgniarkę, poruszając bezgłośnie ustami. &amp;ndash; Lamą? &amp;ndash; Wszystko w porządku &amp;ndash; uspokaja go. &amp;ndash; Jest po prostu teraz na wielu, wielu mocnych lekach. Prawda, kochaneczku? Dean pozwala jej oprzeć się o poduszki, krzywiąc się przy tym nieco. Jego kark wydaje się nie być w stanie utrzymać głowy. &amp;ndash; Tw&amp;oacute;j brat był bardzo zmartwiony &amp;ndash; opowiada pielęgniarka, odgarniając mu bezwiednie włosy z czoła i sprawiając tym gestem, że Sam nagle, z jakiegoś powodu czuje gulę w gardle. Dean wygląda tak młodo &amp;ndash; mlecznobiała sk&amp;oacute;ra, ciemne piegi na zapadniętych policzkach, ogromne, zielone oczy. &amp;ndash; Martwiłeś się, Sammy? &amp;ndash; Tak, Dean. &amp;ndash; Est m&amp;oacute;j młoszy brat &amp;ndash; tłumaczy Dean pielęgniarce. &amp;ndash; Tyle, że est duży. &amp;ndash; Nie da się ukryć &amp;ndash; zgadza się, rzucając okiem na Sama. Dean porusza w dziwny spos&amp;oacute;b, jakby czegoś szukał, swoją zdrową ręką w kierunku Sama. Ten patrzy na nią, zmieszany. &amp;ndash; Co jest, Dean? &amp;ndash; Daami &amp;ndash; bełkocze, wydając sfrustrowany dźwięk i wyciągając palce do Sama. &amp;ndash; Sądzę, że chce, abyś potrzymał go za rękę. &amp;ndash; Pielęgniarka uśmiecha się promiennie. Sam patrzy na brata powątpiewająco. &amp;ndash; Nie sądzę. Ale Dean potakuje, głowa przechyla mu się niebezpiecznie do przodu. &amp;ndash; Est moi młoszy bratem &amp;ndash; powtarza, a w jego głosie czuć taką dumę, że pierś Sama wbrew jego woli wypełnia miękkie i ciepłe uczucie. Kładzie niepewnie dłoń na ł&amp;oacute;żku, a Dean od razu ją chwyta. &amp;ndash; Sam jest mądry &amp;ndash; wyjaśnia pielęgniarce. &amp;ndash; Uhuh. Na pewno. Robi się p&amp;oacute;źno, kochanie, tw&amp;oacute;j brat będzie musiał cię zostawić. &amp;ndash; Kobieta obraca się, rzucając Samowi przepraszające spojrzenie, przez co zupełnie nie zauważa wyrazu twarzy Deana &amp;ndash; w przeciwieństwie do Sama. Jego brat wygląda tak, jakby mu właśnie powiedziano, że wszystkie hamburgery na świecie zostały zamienione na te z indykiem z tofu**. &amp;ndash; Sam? &amp;ndash; pyta Dean, zaciskając mocniej sw&amp;oacute;j słaby uchwyt na palcach brata. Sam przełyka. &amp;ndash; To prawda, stary, czas wizyt skończył się już z godzinę temu. Dean zamyka oczy i przez sekundę Sam jest pewien, że po prostu zasnął, ot tak, ale po chwili otwiera je ponownie. &amp;ndash; Odchodzisz? Sam rzuca pielęgniarce zdesperowane spojrzenie. &amp;ndash; Sam musi się przespać &amp;ndash; tłumaczy kobieta. &amp;ndash; Nie jesteś zmęczony? &amp;ndash; Tak. Muszę iść do ł&amp;oacute;żka, Dean. Ten rozgląda się dookoła, a potem rozpromienia. &amp;ndash; Ja jestem w ł&amp;oacute;żku! &amp;ndash; Um, no tak, ale ja idę do swojego ł&amp;oacute;żka. Twarz Deana na powr&amp;oacute;t pochmurnieje. Sam będzie się p&amp;oacute;źniej z tego śmiał, jest tego cholernie pewny, ale teraz? Czuje się strasznie. &amp;ndash; Może m&amp;oacute;głbym&amp;hellip; &amp;ndash; zaczyna, patrząc na pielęgniarkę. &amp;ndash; Est moim młoszym bratem &amp;ndash; powtarza po raz trzeci Dean. &amp;ndash; Est mądry. Dlatego odszedł. Sam, zn&amp;oacute;w odchodzisz? &amp;ndash; Nie! &amp;ndash; prawie krzyczy. &amp;ndash; Dean, wr&amp;oacute;cę do ciebie rano. Ja nie&amp;hellip; to nie tak jak tamto. Pielęgniarka niepewnie ogląda się do tyłu, a potem z powrotem na nich. &amp;ndash; Sammy &amp;ndash; m&amp;oacute;wi z uczuciem Dean, a Sam uświadamiając sobie, że wciąż trzyma jego dłoń, poklepuje go po niej niezdarnie. &amp;ndash; Siostro &amp;ndash; zaczyna Sam. &amp;ndash; Ja&amp;hellip; nie m&amp;oacute;głbym zostać na noc? Odbije mu, jeśli się obudzi, a mnie tu nie będzie. &amp;ndash; Jestem świrem &amp;ndash; mamrocze Dean. &amp;ndash; Jesem totalnym świiiirem. Pielęgniarka patrzy na nich z wahaniem i Sam wkłada wszystko w swoje najbardziej płaczliwe, bezradne i szczenięce spojrzenie. &amp;ndash; W porządku &amp;ndash; decyduje w końcu, a jej twarz łagodnieje. &amp;ndash; Robimy czasami wyjątki dla rodzin. &amp;ndash; Rodzina &amp;ndash; m&amp;oacute;wi uroczyście Dean. A potem &amp;ndash; Piłka nożna. &amp;ndash; Piłka nożna &amp;ndash; powtarza po nim Sam, kiedy pielęgniarka krząta się, przygotowując Deana do snu, mimo że w objęciach Morfeusza spędził on ostatnie czterdzieści dziewięć godzin. Kobieta wyjaśnia Samowi, że może spać na pustym ł&amp;oacute;żku, stojącym tuż obok, a Dean uśmiecha się na to i m&amp;oacute;wi, że ona też może zostać, jeśli chce. Sam nie wie, czy jego brat pr&amp;oacute;buje żartować, czy naprawdę odleciał aż tak daleko. Dean zaczyna zasypiać wkr&amp;oacute;tce po wyjściu pielęgniarki, a Sam siedzi przy jego ł&amp;oacute;żku, gadając o niczym, o głupich, bezsensownych operach mydlanych, kt&amp;oacute;re oglądał cały wczorajszy dzień, kiedy czekał, aż Deana wypuszczą z chirurgii. Nie wie czy jego brat cokolwiek z tego rozumie, ale po prostu miło jest go widzieć przytomnego. &amp;ndash; Sam &amp;ndash; zaczyna Dean zaraz przed tym, jak ostatecznie zasypia na noc. &amp;ndash; Estbo jesteś m&amp;oacute;j ulubiony. &amp;ndash; Huh? Co &amp;bdquo;estbo&amp;rdquo; co? &amp;ndash; To dlatego, kiedy wyjechałeś, ja&amp;hellip; ja byłem zawsze&amp;hellip; &amp;ndash; przerywa, szukając odpowiedniego słowa &amp;ndash; &amp;hellip;słony. &amp;ndash; Idź spać, stary &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam, pochylając się i gładząc czoło brata, jak wcześniej zrobiła to pielęgniarka. Jest nieco spocone, włosy są wilgotne, ale Sam robi to jeszcze raz i powieki Deana opadają. Nawet kiedy Dean śpi, Sam wciąż trzyma dłoń na jego czole, dop&amp;oacute;ki jego własna głowa nie zaczyna się kiwać. Wpełza na sąsiednie ł&amp;oacute;żko, zsuwa buty ze st&amp;oacute;p i zasypia w ułamku sekundy.&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: center&quot;&gt;***&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie powiedziałem tego &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Dean następnego wieczora, po opuszczeniu szpitala. Sam zerka na niego w lusterku &amp;ndash; Dean rozłożył się na tylnym siedzeniu z parą poduszek i butelką Vicodinu***. &amp;ndash; Ależ powiedziałeś, przysięgam &amp;ndash; zapewnia. &amp;ndash; Powiedziałeś &amp;bdquo;Jestem świrniętą lamą&amp;rdquo; i zaproponowałeś pielęgniarce, żeby spała w twoim pokoju. &amp;ndash; Boże &amp;ndash; wzdycha Dean, trąc zdrową ręką swoją wciąż zbyt bladą twarz. &amp;ndash; To dlatego byłeś ze mną rano? Żeby ratować pielęgniarki? Sam parska śmiechem. &amp;ndash; Nie, chciałeś trzymać się za ręce, a potem nie chciałeś mnie puścić. &amp;ndash; Ach, spadaj. &amp;ndash; Tak było! &amp;ndash; Jasne. A potem ty, ja i pielęgniarka zatopiliśmy się w wielkim, puchatym, teletubisiowym uścisku. Sam rechocze, gł&amp;oacute;wnie z tego jak brzmi &amp;bdquo;teletubisiowy uścisk&amp;rdquo; w ustach Deana, ale jego śmiech nie jest już taki szczery. Czy tak trudno było Deanowi uwierzyć, że chciał, aby Sam z nim został? &amp;ndash; Prawdę poproszę &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Dean, jakby czytał w jego myślach. &amp;ndash; Jak to się stało, że zostałeś na noc? Sam chce opowiedzieć mu jeszcze raz historię o trzymaniu się za ręce, a potem kpić z niego niemiłosiernie, ale waha się. &amp;ndash; Bo tego chciałem &amp;ndash; m&amp;oacute;wi w końcu. &amp;ndash; Nie chciałem cię zostawiać samego. &amp;ndash; Jesteś cholernie dużą dziewczynką &amp;ndash; kpi Dean, ale kiedy Sam spogląda na niego w lusterku, widzi, że uśmiecha się lekko do siebie. Sam czuje jak wargi wykrzywiają mu się w rozbawieniu, opiera się wygodnie w fotelu kierowcy, włącza kierunkowskaz i wjeżdża Impalą na autostradę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;* w oryginale &amp;bdquo;Rawhead&amp;rdquo;. Nie wiedziałam jak skubańca przetłumaczyć. W serialu, owszem, ponoć występował, był potworem, z kt&amp;oacute;rym Winchesterowie walczyli w &amp;bdquo;Wierze&amp;rdquo; (1.12), na samym początku, wtedy kiedy Dean został mocno porażony prądem w piwnicy. Ale panowie potwora nie nazwali, przynajmniej ja tego nie wyłapałam ani po angielsku, ani po polsku. ** pewnie powinnam dać jakąś scenę szpitalną albo chociażby Sama na haju w szpitalu&amp;hellip; Ale c&amp;oacute;ż, jakoś nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie wrzucić ;) Nie o nienawiści do tofu, ale og&amp;oacute;lnie o miłość Deana do jedzenia, zwłaszcza do hamburger&amp;oacute;w i ciasta: &amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;lj-embed id=&quot;49&quot; /&gt;&lt;p&gt;*** silny środek przeciwb&amp;oacute;lowy, kt&amp;oacute;rym faszeruje się doktor House.&amp;nbsp; &amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid2-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/2473.html?view=comments#comments</comments>
  <category>roque_clasique</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>spn</category>
  <category>youtube</category>
  <category>supernatural</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>3</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/2100.html</guid>
  <pubDate>Thu, 19 Aug 2010 01:02:19 GMT</pubDate>
  <title>[SPN] Wizja</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/2100.html</link>
  <description>&lt;p&gt;I kolejna z miniaturek roque_clasique, taki obrazek. Dean&amp;nbsp;w obliczu&amp;nbsp;wizji Sama. Tytuł oryginału jak najbardziej pasuje i oddaje całą sytuację ;) Angstowo, oczywiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł oryginału:&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-size: 9pt&quot;&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style=&quot;color: black; font-size: 9pt&quot;&gt;Set in S2, Sam passes out from a vision. (Worried!Dean = love)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Autorka:&lt;span style=&quot;color: black; font-size: 9pt&quot;&gt; &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;roque_clasique&quot; lj:user=&quot;roque_clasique&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;roque_clasique&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://roque-clasique.livejournal.com/21853.html#cutid1&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://roque-clasique.livejournal.com/21853.html#cutid1&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zgoda: jest&lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p align=&quot;center&quot;&gt;&lt;b&gt;Wizja&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;W jednej chwili Sam klnie na zbyt niską temperaturę swojej kawy kupionej na stacji benzynowej, a w drugiej klęczy koło maski Impali, ręce ściskają głowę, oczy są zaciśnięte.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean znajduje się obok niego szybciej niż sądził, że to możliwe, jego kolana uderzają w bruk z głuchym odgłosem, wie, że odczuje to p&amp;oacute;źniej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Sam? &amp;ndash; pyta nagląco. &amp;ndash; Sam, co&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Wizja &amp;ndash; dyszy Sam. Z trudem łapie powietrze, jego oddech jest kr&amp;oacute;tki i urywany, długie palce ściskają skronie tak mocno, jakby chciały wwiercić się w głąb czaszki.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Spokojnie, Sam &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Dean. &amp;ndash; Jezu, oddychaj, dobrze? &amp;ndash; Zawiesza bezradnie ręce nad jego włosami, ramionami, plecami, nie wiedząc, gdzie i jak dotknąć, żeby mu pom&amp;oacute;c.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Twarz Sama staje się biała, łapie powietrze w spos&amp;oacute;b, kt&amp;oacute;rego Dean nigdy przedtem nie słyszał.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Oddychaj &amp;ndash; powtarza, walcząc z paniką, chociaż serce ponosi mu się do gardła. &amp;ndash; Oddychaj, Sammy, musisz oddychać, stary.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean nie wie, co ma, do cholery, zrobić, po prostu trzyma dłoń na plecach brata, czując jak jego płuca nieregularnie pracują, czując wyraźnie kręgi jego kręgosłupa. Niebo jest olbrzymie i niebieskie, słońce parzy, zbyt gorąco, zbyt wiele i nagle, mimo ogromu nieba, nieskończenie długiej autostrady i otaczających ich p&amp;oacute;l, Dean czuje się tak strasznie klaustrofobicznie, jakby całe powietrze na świecie chciało zmiażdżyć jego i brata, kulących się przy stacji, z rozlaną kawą moczącą kolana jeans&amp;oacute;w Sama, z chrapliwym oddechem będącym jedynym dźwiękiem poza warkotem samochod&amp;oacute;w mknących obok na autostradzie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;A potem, bez żadnego ostrzeżenia, oczy Sama wywracają się w głąb czaszki i Sam leci do przodu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Sam!&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean łapie go zanim jego twarz zderza się z chodnikiem. Ciało Sama jest ciężkie, jakby martwe i Dean czuje, jak cała krew opuszcza jego twarz, a strach zalewa go gorącą, rozżarzoną do białości falą.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Sam &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Dean. &amp;ndash; Sammy, obudź się, obudź się, kurwa, nie tutaj, Sam, Sam, Sammy&amp;hellip; &amp;ndash; powtarza jego imię jak mantrę, kiedy szarpie się z bezładnym, p&amp;oacute;łżywym ciałem, pr&amp;oacute;bując ułożyć je na plecach, na swoich kolanach. Dean przyciska dłoń do serca brata i przykłada ucho do jego ust. Czuje oddech owiewający jego policzek i uspokajające się bicie serca pod swoją rozdygotaną dłonią.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ulga Dean jest kr&amp;oacute;tkotrwała, bo bądź co bądź, jego brat zemdlał mu na kolanach i to naprawdę nie była dobra rzecz, jakkolwiek by na to nie spojrzeć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Chryste &amp;ndash; mruczy. Pieprzone wizje. Co z nimi? Jakby nie było wystarczająco źle, że Sam ma jakieś dziwaczne, paranormalne zdolności, to jeszcze muszą obracać się przeciwko niemu? &amp;ndash; Obudź się, do cholery, stary &amp;ndash; m&amp;oacute;wi, poklepując go po policzku, najpierw delikatnie, potem trochę mocniej. &amp;ndash; Sam, no już.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sam otwiera oczy, jego źrenice są rozszerzone i serce Deana podskakuje, bo Sam patrzy prosto na niego, ale go nie widzi. Patrzy na Deana, jakby był niczym, czystą fikcją, pyłem na wietrze. I to jest najgorsze uczucie na całym świecie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale po chwili spojrzenie Sama się wyostrza i pyta:&lt;br /&gt;&amp;ndash; My&amp;hellip; przytulamy się&amp;hellip;?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean wydaje z siebie drżący, przestraszony śmiech.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Stary. Sam. Przed chwilą zemdlałeś.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; To dlatego czuję się tak g&amp;oacute;wnianie? &amp;ndash; pyta, starając się usiąść, ale że wciąż drży i jego twarz jest biała jak kreda, opada z powrotem w ramiona brata. Dean jednak nie ma nic przeciwko, może nawet go mocniej przygarnia. W końcu, do diabła, przez chwilę był naprawdę kurewsko przerażony.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Zawracamy &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam tak wycieńczonym głosem, że aż coś kłuje Deana w sercu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;Chce zapytać dlaczego, ale już po chwili przypomina sobie.&lt;br /&gt;&amp;ndash; Och. Widziałeś&amp;hellip;?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Ta. Jeśli się nie pośpieszymy, będzie&amp;hellip; będzie źle. &amp;ndash; Sam odsuwa się, prostując. Dean patrzy na ciemne kręgi pod jego oczami, dające wrażenie, jakby postarzał się w ciągu pięciu minut o pięć lat.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Właśnie teraz jest źle, chce powiedzieć Dean. Właśnie tutaj jest źle.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ale już wstaje, podaje rękę Samowi i siada za k&amp;oacute;łkiem.&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/2100.html?view=comments#comments</comments>
  <category>roque_clasique</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>spn</category>
  <category>supernatural</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>0</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/1994.html</guid>
  <pubDate>Wed, 18 Aug 2010 20:06:52 GMT</pubDate>
  <title>Incepcja</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/1994.html</link>
  <description>Chyba już wszyscy o Incepcji pisali&amp;hellip; i stwierdziłam, że skoro film jest tak dobry, wciąż się o nim m&amp;oacute;wi, to mimo że dość mocno sp&amp;oacute;źniona, też coś naskrobię ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim sam pomysł. Sny chyba każdego w mniejszym lub większym stopniu fascynują, a takie rozebranie ich na części pierwsze&amp;hellip; Fakt faktem do tej pory mam jeszcze jakieś wątpliwości czy wszystko jest tam logicznie poukładane, czy wszystko się zgadza i idealnie pasuje do układanki. Przez pierwsze dziesięć minut filmu byłam trochę zaniepokojona i zastanawiałam się, czy cały film będzie wyglądał tak, że nie będę wiedziała zupełnie o co chodzi? A gdzieś połowie miałam ochotę wyciągnąć kartkę, długopis i zacząć zapisywać pytania ;) I przyznam się, że dalej nie podoba mi się końc&amp;oacute;wka z limbo i nie wiem czemu Fischer był na innym poziomie niż Saito (o ile był). I jak Cobbowi udało się wszczepić myśl Mal, skoro już było byli w limbo, we śnie? I czy nie istniała jakaś prostsza metoda uświadomienia jej, że śnią?&lt;br /&gt;Świetne efekty specjalne, genialne zdjęcia. Na tyle, że przez bite trzy godziny gapiłam się zauroczona w ekran, mimo absurdalnie wczesnej godziny, braku kawy i skradającego się małego głoda. &lt;p&gt;DiCaprio&amp;hellip; Do Leo najbardziej się przyzwyczaiłam i chyba najbardziej go lubię w wersji młodej, niezr&amp;oacute;wnoważonej i świrniętej. Taki w &amp;bdquo;Całkowitym zaćmieniu&amp;rdquo; czy &amp;bdquo;Złap mnie, jeśli potrafisz&amp;rdquo;. Leo dojrzały, racjonalny (?) i z zarostem to już jednak nie ten sam Leo. Trochę dziwnie mi się na niego patrzyło, ale nie drażnił mnie ani nic, w gruncie naprawdę fajnie zagrał.&lt;br /&gt;Page. Ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu miała dość kijową rolę. Jej postać służyła gł&amp;oacute;wnie do tego, żeby wytłumaczyć nam mechanizm tworzenia sn&amp;oacute;w i żeby ktoś się zainteresował Cobbem i pogrzebał mu w przeszłości. Szkoda.&lt;br /&gt;Marion. Ach i ach i mru. Mal jej zdecydowanie wyszła, była śliczna, czarująca, niebezpieczna, pazurzasta i kompletnie szalona, i jeśli się kiedyś miało wątpliwości, co do tego, o co chodzi z emocjonalnymi wampirami, to po obejrzeniu już się wie xD &lt;span style=&quot;font-size: xx-small&quot;&gt;[chociaż skojarzyła mi się z dziewczynką z Ringu w momencie, kiedy Cobb i Ariadne zostawili ją w apartamencie i jechali windą na g&amp;oacute;rę&amp;hellip; ;)]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Arthur i Eames &amp;ndash; świetne napisane i świetne zagrane postacie. I chyba każda slasherka uśmiechnęła się przy &amp;bdquo;trochę większych snach&amp;rdquo; ;) Chociaż nie spodziewałam się aż tak wielkiego fandomu&amp;hellip; No i wciąż się dziwię, czemu na yt w związku z tymi panami tak pusto.&lt;br /&gt;I ta, ciężar&amp;oacute;wka spadała zdecydowanie za długo, a Arthur za długo skakał po tym hotelu ;)&lt;br /&gt;Przydałoby się obejrzeć Incepcję jeszcze raz i zapewnie obejrzę, chociaż już pewnie nie w tym samym towarzystwie rozemocjonowanej &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;i łysiejącego pana z przodu ;)&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;http://www.youtube.com/watch?v=i-s2YXJsbBw&amp;amp;playnext=1&amp;amp;videos=k4IFztwkyTE&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;lj-embed id=&quot;14&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/1994.html?view=comments#comments</comments>
  <category>nolan</category>
  <category>marion cotillard</category>
  <category>ellen page</category>
  <category>filmy</category>
  <category>gary jules</category>
  <category>dicaprio</category>
  <category>mad world</category>
  <category>youtube</category>
  <category>incepcja</category>
  <category>joseph gordon-levitt</category>
  <category>tom hardy</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>11</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/1750.html</guid>
  <pubDate>Sun, 15 Aug 2010 23:16:16 GMT</pubDate>
  <title>[SPN] W środku nocy, w drodze donikąd</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/1750.html</link>
  <description>No i w końcu coś z Supernatural, mojej miłości od jakiegoś p&amp;oacute;ł roku :) Miałam zamiar zacząć innym tekstem... ale c&amp;oacute;ż, wyszło jak wyszło. Angstowo, Sam budzi się w środku nocy, na środku autostrady, w środku wielkiego nigdzie. Impala stoi, Dean milczy. Obrazek z życia braciak&amp;oacute;w, trochę opis&amp;oacute;w nawyk&amp;oacute;w, trochę ironii, trochę patosu, trochę traum łowcy.&lt;br /&gt;Za pomoc w radzeniu sobie z niespodziewanymi szumami i chybotaniem dziękuję &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;;)&lt;br /&gt;&lt;p class=&quot;&quot; style=&quot;margin: 0cm 0cm 0pt&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;EN-US&quot; style=&quot;mso-ansi-language: EN-US&quot;&gt;&lt;font size=&quot;3&quot;&gt;&lt;font face=&quot;Times New Roman&quot;&gt;&lt;br /&gt;&lt;/font&gt;&lt;/font&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Tytuł oryginału: Running on Empty&lt;br /&gt;Autorka: &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;roque_clasique&quot; lj:user=&quot;roque_clasique&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://roque-clasique.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;roque_clasique&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://roque-clasique.livejournal.com/21500.html#cutid1&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;roque-clasique.livejournal.com/21500.html#cutid1&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zgoda na tłumaczenie: jest&lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p style=&quot;text-align: center&quot;&gt;&lt;b&gt;W środku nocy, w drodze donikąd&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Budzi go cisza.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sam od dziecka miał problemy z zasypianiem, leżał w ł&amp;oacute;żku, gapiąc się w jakąś plamę na swoim obecnym suficie, czekając aż jego twarz się zrelaksuje, zmuszając się do regularnego oddychania: cztery wdechy, osiem wydech&amp;oacute;w. Cztery wdechy. Osiem wydech&amp;oacute;w. Naśladował pracę płuc Deana: Deana, kt&amp;oacute;ry zawsze był blisko, zawsze zasypiał, zanim jego głowa dotknęła poduszki; miarowy świst powietrza wydobywający się z jego płuc uspokajał Sama bardziej niż mogłaby jakakolwiek kołysanka. Sam, zanim się wyprowadził z miasteczka uniwersyteckiego, miał pojedynczy pok&amp;oacute;j na swoim drugim roku w Stanford i musiał się zamienić w połowie pierwszego semestru. Kiedy był sam w pokoju, było zbyt cicho, nawet gdy włączał wiatrak. Potrzebował kogoś oddychającego obok niego, przypominającego mu jak ma oddychać samemu.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To dlatego, myśli, zawsze najlepiej sypia w Impali: warkot silnika nigdy się nie zmieniał, nigdy nie tracił rytmu i Sam nigdy nie zrywał się spięty, nasłuchując, czy aby na pewno ten ktoś w ł&amp;oacute;żku naprzeciwko niego wciąż żyje. Siedzenie pasażera nie jest zbyt wygodne, nie, odkąd Sam wyr&amp;oacute;sł ponad sześć st&amp;oacute;p*, ale jest wciąż najlepszym ł&amp;oacute;żkiem, jakie zna, z otaczającym go warkotem drogi uciekającej pod stopami, znajomym mruczeniem silnika.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc to właśnie ta nagła cisza wyrywa go ze snu &amp;ndash; napięte mięśnie i świadomość, że coś jest nie tak.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean siedzi obok niego, obie ręce opiera o kierownicę, ale samoch&amp;oacute;d się nie porusza. Sam mruga, uświadamiając sobie, że stoją na zakręcie autostrady i kiedy się budził, poczuł jak Impala silnie szarpie z piskiem, ale to wspomnienie powoli zamienia się w tylko mgliste wrażenie światła i dźwięku.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Dean? &amp;ndash; pyta niepewnie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Ten rzuca na niego okiem, starając się uśmiechnąć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Hej. Um. Śpij dalej.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Gdzie jesteśmy? &amp;ndash; dopytuje się, odklejając język od podniebienia, podciągając się i rozglądając uważnie dookoła.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Droga 93 &amp;ndash; wyjaśnia Dean. &amp;ndash; Już prawie za Vermont.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Okej &amp;ndash; zaczyna Sam powoli. &amp;ndash; Czemu się zatrzymałeś? Wszystko z tobą w porządku?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Taa &amp;ndash; odpowiada, stukając palcami prawej ręki po kierownicy. Sam widzi, że lewa dłoń spoczywa na kolanie, łokieć jest przyciśnięty blisko ciała, jakby Dean starał się nie poruszać za bardzo i czuje, jak fala poczucia winy, gryzącego jak kwas, podnosi się mu do gardła.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Hej, bolą cię ramiona? Chcesz, żebym poprowadził?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie &amp;ndash;&amp;nbsp;zaprzecza Dean, mięśnie żuchwy spinają się. &amp;ndash; Wszystko ze mną dobrze. Śpij dalej, Sam.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Stary &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam, zaczynając się irytować. &amp;ndash; Jest &amp;ndash; szarpie się z klapką kom&amp;oacute;rki &amp;ndash; jest czwarta rano. Stoimy na środku autostrady. Właśnie się obudziłem, więc możesz mi powiedzieć, co do cholery, tutaj robimy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Dean zaciska usta, wygląda jakby miał zaraz wybuchnąć, ale potem wzdycha.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie mamy paliwa.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sam mruga. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie. Mamy. Paliwa. Tej czarnej, śmierdzącej rzeczy, kt&amp;oacute;ra sprawia, że samoch&amp;oacute;d działa? Tego. Nie mamy.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Okej &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam. &amp;ndash; Czekaj. Co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Jezu, Sam. Najwyraźniej odeszli od uczenia angielskiego w college&amp;rsquo;u, co?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie. &amp;ndash; Sam potrząsa głową. &amp;ndash; Przepraszam. Łapię. Ja tylko&amp;hellip; &amp;ndash; Jest tylko tak cholernie zmęczony tym g&amp;oacute;wnem. &amp;ndash; Po prostu nie do końca rozumiem, jak to się stało. Nie byłeś&amp;hellip; jak właściwie ty nie&amp;hellip; &amp;ndash; przerywa, bo wszystko, co chce powiedzieć brzmi jak zarzut. Kt&amp;oacute;ry, dobrze, byłby właściwie całkiem na miejscu&amp;hellip; no ale serio? Impala wydawała jeden fałszywy dźwięk, a Dean już lamentował nad jej silnikiem czy rozkładał się pod jej ciałem, grzebiąc&amp;hellip; grzebiąc w jakiejś cholernej rzeczy, w kt&amp;oacute;rej się grzebie, kiedy tw&amp;oacute;j samoch&amp;oacute;d wydaje dziwne dźwięki. &amp;bdquo;Nie ma paliwa&amp;rdquo; nie należało do przypadłości Impali w słowniku Deana.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Jak...? &amp;ndash; zaczyna ponownie.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie byłem&amp;hellip; byłem&amp;hellip; nie myślałem o tym &amp;ndash; tłumaczy Dean i Sam widzi jego frustrację, nawet w ciemnościach rozjaśnionych jedynie światłem już prawie okrągłego księżyca. &amp;ndash; Zamyśliłem się na pięć pieprzonych sekund i&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;I nagle Sam nie chce wiedzieć, nie jest w stanie słuchać, o czym jego brat myślał, ponieważ może to sobie wystarczająco dobrze wyobrazić: m&amp;oacute;gł myśleć o byciu przemoczonym wodą z brudnej przystani albo o trzasku pękającej kości i ogniu rozchodzącym się z pocisku utkwionym w ramieniu, albo o uczuciu swoich własnych palc&amp;oacute;w zawiniętych wok&amp;oacute;ł lufy broni, wycelowanej&amp;nbsp;w czyjąś głowę, kogoś proszącego, żeby to zrobił, żeby strzelał, skończył to, zanim się zacznie&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Hej &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Sam, wyciągając rękę &amp;ndash; w ostatniej sekundzie traci odwagę i palce przesuwają się po tablicy rozdzielczej zamiast po ramieniu brata, a potem opadają bezwładnie na kolano. &amp;ndash; Wszystko w porządku. Możemy po kogoś zadzwonić. Możemy&amp;hellip;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Jest czwarta rano, Sam &amp;ndash; przerwa mu Dean, w jego głosie brzmi rezygnacja. &amp;ndash; Utknęliśmy tu do si&amp;oacute;dmej. R&amp;oacute;wnie dobrze możesz sobie zapaść panownie w cholerną drzemkę.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Nie &amp;ndash; protestuje. &amp;ndash; Nie możemy stać na środku autostrady, ktoś może przejeżdżać, może w nas uderzyć&amp;hellip; to niebezpieczne.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;ndash; Biorę to na siebie &amp;ndash; m&amp;oacute;wi Dean. &amp;ndash; Po prostu&amp;hellip; po prostu idź spać, ok?&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Sam otwiera usta, żeby się sprzeciwić, ale wtedy Dean cicho wzdycha, jakby nieświadomie, i Sam widzi, jak bardzo zmęczony jest jego brat &amp;ndash; linie b&amp;oacute;lu wyryte w kącikach ust, wargi białe na krawędziach. I Sam wie, że to nie jest coś, w czym może pom&amp;oacute;c. Wie, że może tylko wszystko pogorszyć.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Więc m&amp;oacute;wi &amp;bdquo;w porządku&amp;rdquo; i odwraca się tyłem do brata, przyciskając czoło do chłodnej szyby. Nie ma mowy, żeby zasnął. Nie tak, nie z Deanem, z jego napięciem i b&amp;oacute;lem tuż obok, nie z tym ciężkim uczuciem przygniatającym jego pierś, jakby płuca były napełnione smołą&amp;hellip; Nie ma mowy, żeby zasnął.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;To jego ostatnia myśl, zanim jego oczy się zamykają i poddaje się miarowemu unoszeniu się i opadaniu dostosowanemu do oddechu Deana siedzącego obok. R&amp;oacute;wno i czysto, tak jak bicie serca Sama.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&amp;nbsp;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small&quot;&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small&quot;&gt;&lt;span&gt;&amp;nbsp;stopa &amp;ndash; jednostka długości, r&amp;oacute;wna 30,5 cm; 6 st&amp;oacute;p = 183 cm. &amp;bdquo;Ponad&amp;rdquo; sześć st&amp;oacute;p jest tu konieczne, bo Sam, a właściwie aktor grający Sammy&amp;rsquo;ego ma jakieś 193 cm.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span style=&quot;font-size: xx-small&quot;&gt;* jak Dean nie zwr&amp;oacute;cił uwagi przez tak długi czas, że kończy mu się paliwo, nie wiem. Może po prostu zamyślony przez te pięć sekund przejechał stację, a potem jechał dalej, licząc, że trafi na kolejną? I wahadełko pokazujące ilość paliwa pewnie było mniej rzucające się w oczy niż dzisiejsze, błyszczące kontrolki&amp;hellip;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&amp;nbsp;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/1750.html?view=comments#comments</comments>
  <category>roque_clasique</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>spn</category>
  <category>supernatural</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>4</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/1337.html</guid>
  <pubDate>Sun, 15 Aug 2010 22:51:52 GMT</pubDate>
  <title>[HP] Ślizgońskie zamiary</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/1337.html</link>
  <description>Akurat ten tekst tłumaczyło mi się wyjątkowo miło i mam nadzieję, że się komuś spodoba. Taki dość puchaty fluff, zresztą jak to najczęściej bywa w ASP/&amp;nbsp;SM. Z podziękowaniami dla&amp;nbsp;&lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; za ciągłe, rutynowe pytania, jak tam moje tłumaczenia ;) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł i link do oryginału: &lt;a class=&quot;&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot; href=&quot;http://mahaliem.livejournal.com/208764.html#cutid1&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Slytherin Intentions&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Autor: mahaliem &lt;br /&gt;Zgoda na tłumaczenie: czekam &lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align=&quot;center&quot;&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div align=&quot;center&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Ślizgońskie zamiary&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Piąty Rok Scorpiusa&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neville spojrzał z g&amp;oacute;ry na rośliny, nad kt&amp;oacute;rymi miał przeprowadzać badania, kiedy coś rzuciło na niego cień. W pierwszym momencie pomyślał, że to uczeń, kt&amp;oacute;rego będzie musiał ukarać za przebywanie wieczorem poza zamkiem. Miał nadzieję, że może uda mu się go puścić bez szlabanu, a jedynie z ostrzeżeniem. &lt;br /&gt;Kiedy zobaczył, że stał za nim Draco Malfoy, ulżyło mu w kwestii ewentualnego dawania szlabanu, ale r&amp;oacute;wnocześnie pojawiły się nowe zmartwienia. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Cześć &amp;ndash; powiedział, wstając i wyciągając dłoń na powitanie. &lt;br /&gt;Malfoy spojrzał na nią i Neville zauważył, że ręka była cała ubrudzona. Zaczął wycierać ją o spodnie, ale przestał, gdy Malfoy chwycił go za nią i rzucił zaklęcie czyszczące, następne na drugą rękę i trzecie na jego spodnie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Dzięki. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie ma za co. &lt;br /&gt;Neville pokiwał głową, zastanawiając się, co Malfoy robił w szklarniach Hogwaru, kiedy wreszcie go olśniło. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Byliśmy um&amp;oacute;wieni! &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak, profesorze Longbottom. A dokładniej, mieliśmy się spotkać p&amp;oacute;ł godziny temu. Dlatego też, kiedy się nie pojawiłeś, dyrektorka zasugerowała, że mogę cię tutaj poszukać. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Przepraszam, przepraszam. &amp;ndash; Neville wskazał na stojącą niedaleko ławkę. &amp;ndash; Proszę, usiądź. &lt;br /&gt;Ławka była pokryta ziemią doniczkową. Malfoy pokręcił głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Dziękuję, ale postoję. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie winię cię &amp;ndash; mruknął Neville. &amp;ndash; Chciałeś ze mną porozmawiać o twoim synu? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak. Chciałbym om&amp;oacute;wić spos&amp;oacute;b, w jaki traktujesz go na swoich zajęciach. &lt;br /&gt;Neville zmarszczył brwi. Wierzył, że traktuje wszystkich swoich uczni&amp;oacute;w sprawiedliwie i nie m&amp;oacute;gł sobie przypomnieć, by kiedykolwiek powiedział Scorpiusowi coś, co mogłoby zaniepokoić jego rodzic&amp;oacute;w. Właściwie, kiedy teraz o tym pomyślał, to nie m&amp;oacute;gł sobie przypomnieć, żeby w og&amp;oacute;le odzywał się do Scorpiusa poza zwykłymi, og&amp;oacute;lnymi pytaniami, odpowiedziami i poleceniami w czasie lekcji. Nic w ciągu minionych czterech i p&amp;oacute;ł roku, odkąd był jego uczniem. Scorpius zwykle pracował z Albusem Potterem, wykonywali swoje zadania poprawnie, robiąc niewielkie zamieszanie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Traktuję twojego syna, jak każdego innego ucznia &amp;ndash; stwierdził. &lt;br /&gt;Malfoy przyglądał mu się uważnie przez moment i Neville zaczął zastanawiać się, czy czasem nie potrafi czytać w myślach, jak to się kiedyś przechwalał. Po chwili Malfoy wydawał się znaleźć odpowiedź, kt&amp;oacute;rej szukał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Chciałbym, żebyś to zmienił. Scorpius jest szczeg&amp;oacute;lnym przypadkiem. &lt;br /&gt;Neville wyprostował się, wyciągnął na całą swoją długość i spojrzał z g&amp;oacute;ry na Malfoya. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie będę faworyzował twojego syna. To jest niesprawiedliwe, niewłaściwe i nie wierzę, że ty&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Zamknij się, Longbottom &amp;ndash; wypluł Malfoy. &amp;ndash; Nie o to cię proszę i gdybyś powstrzymał na chwilę sw&amp;oacute;j wyniosły, gryfoński temperament, m&amp;oacute;głbym wyjaśnić. Chcę, żebyś był dla niego przykry. Wykpij jego starania. Daj mu kiepskie oceny z zadań, bez względu na to czy na nie zasłużył, czy nie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co? &amp;ndash; Neville aż potknął się, zaskoczony. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Spraw, żeby znienawidził zielarstwo &amp;ndash; kontynuował Malfoy, przysuwając się bliżej. &amp;ndash; Spraw, żeby się ciebie bał i gardził tobą. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jeśli to ma coś wsp&amp;oacute;lnego z wojną i byciem po r&amp;oacute;żnych stronach&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Mam ci to przeliterować? Te ferie świąteczne, chcesz wiedzieć, co było gł&amp;oacute;wnym tematem rozm&amp;oacute;w przy naszym stole? Ty! &lt;br /&gt;Neville przełknął. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ja? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Byłem zmuszony słuchać: profesor Longbottom powiedział to, a profesor Longbottom powiedział tamto, a profesor Longbottom zrobił tamtą czy inną cholerną rzecz. Zupełnie zniszczyło to m&amp;oacute;j apetyt. Straciłem na wadze pięć funt&amp;oacute;w. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie rozumiem, czemu miałby&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Scorpius się w tobie zadurzył. I dlatego musisz to przerwać. Teraz. Traktuj go tak, jak Snape traktował ciebie. &lt;br /&gt;Neville przyglądał się przez chwilę Malfoyowi, a potem pokręcił stanowczo głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nigdy nie potraktuję nikogo tak, jak Snape traktował mnie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Więc lepiej, do cholery, przygotuj się do wżenienia do mojej rodziny &amp;ndash; warknął Malfoy, zanim wypadł jak burza ze szklarni. &lt;br /&gt;Być może, pomyślał Neville, Scorpiusowi nie zaszkodziłoby kilka gorszych ocen. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Sz&amp;oacute;sty rok Scorpiusa&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedząc, oparty o wezgłowie swojego ł&amp;oacute;żka w skrzydle szpitalnym, Scorpius uni&amp;oacute;sł wzrok, widząc kroczącego w jego stronę ojca. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ojcze! &lt;br /&gt;&amp;ndash; Scorpius &amp;ndash; przywitał się Draco, ignorując obecność stojącego w pobliżu mężczyzny. Obrzucił syna uważnym spojrzeniem, szukając zranień. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jak się czujesz? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jestem cały, dzięki panu Potterowi. Uratował mnie! &lt;br /&gt;Potter wyglądał na nieco zakłopotanego wspomnieniem jego bohaterskiego zachowania. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jestem twoim dłużnikiem, Potter. Znowu. &lt;br /&gt;&amp;ndash; To nie jest prawdziwy dług życia, Malfoy. Uczeń miał rzucić zaklęcie na kałamarnicę. Dziwne, że wyłoniła się z jeziora i złapała twojego syna. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Pan Potter był tu, żeby zademonstrować nam pojedynkowanie się z profesorem Smith. Ten snob Smith był kompletnie zaskoczony! Potem pan Potter rozmawiał z kilkoma z nas o byciu aurorem, wiesz, że jego syn jest w moim dormitorium i postanowiliśmy się przejść wok&amp;oacute;ł jeziora, kiedy złapała mnie kałamarnica. Następne, co pamiętam, to pan Potter całujący mnie! &lt;br /&gt;Draco odwr&amp;oacute;cił się do Pottera. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Pocałowałeś mojego syna? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie &amp;ndash; zaprzeczył pośpiesznie Harry, jego oczy rozszerzyły się ze zgrozy. &amp;ndash; To była resuscytacja. Usta-usta. Mugolska rzecz do ratowania topiących się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Pocałunek życia &amp;ndash; powiedział Scorpius z rozmarzonym westchnięciem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Chyba powinienem już iść. &amp;ndash; Potter wycofał się w kierunku drzwi. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie wiem jak panu dziękować, panie Potter. Cokolwiek pan chce, cokolwiek pan potrzebuje, będę szczęśliwy, mogąc to zrobić. Bez względu na to, co to jest. Więcej niż szczęśliwy &amp;ndash; zapewnił gorąco Scorpius. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie ma potrzeby. Serio. &amp;ndash; Rzucając obu Malfoyom uważne spojrzenie, Potter wymknął się za drzwi. &lt;br /&gt;Draco usiadł na krześle dla gości tuż obok ł&amp;oacute;żka. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jesteś cały? Nie masz żadnego uszkodzenia m&amp;oacute;zgu przez niedostatek tlenu? &lt;br /&gt;Scorpius potrząsnął głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Wszystko w porządku. Powinienem tylko zostać w ł&amp;oacute;żku na jeden dzień. &amp;ndash; Uśmiechnął się speszony. &amp;ndash; M&amp;oacute;j pierwszy pocałunek. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Twoje pierwsze co? Potter powiedział, że to nie był pocałunek. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jego usta przykryły moje&amp;hellip; Zapamiętam to na zawsze. Ciekawe czy jest szczęśliwy z panią Potter. &amp;ndash; Trafiony jakąś myślą, poderwał się. &amp;ndash; Hej, m&amp;oacute;głbym być ojczymem Albusa. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie, nie m&amp;oacute;głbyś, ponieważ wierzę, że Potter i jego żona są razem bardzo, bardzo szczęśliwi &amp;ndash; powiedział Draco. Zastanowił się, co m&amp;oacute;głby zrobić, żeby zagwarantować im to szczęście, jeśli nie byłoby ono prawdą. Może kupiłby im małą wyspę, daleko, daleko stąd, gdzie mogliby sobie żyć w szczęśliwej, małżeńskiej harmonii. &lt;br /&gt;&amp;ndash; No c&amp;oacute;ż. &amp;ndash; Scorpius gwałtownie opadł na poduszki. &amp;ndash; Jego oczy mają taki śliczny odcień zieleni, nieprawdaż? &lt;br /&gt;Draco schował twarz w dłoniach, kiedy chłopiec kontynuował. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Sądzę &amp;ndash; stwierdził Scorpius po dłuższym zastanowieniu &amp;ndash; że mają prawie ten sam odcień, co mech w świetle księżyca. &lt;br /&gt;Draco jęknął. Jego syn zakochał się w Harrym Potterze. Może właśnie tak wyglądało piekło. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Pierwszy dzień si&amp;oacute;dmego roku Scorpiusa&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scorpius wydał z siebie długie westchnięcie, a Draco podążył za jego wzrokiem, żeby zobaczyć, co przykuło uwagę syna. Na dworcu stała zwyczajowa grupa Weasley&amp;oacute;w i Potter&amp;oacute;w żegnająca się ze swoją hordą dzieci i przygotowująca je na kolejny rok w Hogwarcie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tęskniłeś za Albusem? &amp;ndash; zapytał, mając nadzieję, że Scorpius w końcu przestał być zauroczony Harrym Potterem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak. &lt;br /&gt;Zanim Draco zdołał choćby odetchnąć z ulgą, Scorpius ciągnął dalej, burząc jego spok&amp;oacute;j. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jest bardzo przystojny, prawda? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Kurwa &amp;ndash; wymamrotał Draco szeptem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Słyszałem, że jest niesamowicie silny magicznie. &lt;br /&gt;Co mogło tylko utrudnić, stwierdził Draco, zabicie Pottera i ukrycie ciała. &lt;br /&gt;&amp;ndash; I taki wysoki. &lt;br /&gt;Draco zmarszył brwi. Potter nie był wysoki, wciąż miał budowę szukającego. Rzucił jeszcze jedno spojrzenie na Weasley&amp;oacute;w i Potter&amp;oacute;w. &lt;br /&gt;Straszne, przerażające uczucie zaczęło ogarniać Draco. &lt;br /&gt;Scorpius westchnął ponownie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Rude włosy i piegi są takie seksowne. &lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Dobry Boże, nie.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Ostatni dzień Scorpiusa w Hogwarcie&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Ojcze, mam ci coś ważnego do powiedzenia &amp;ndash; oznajmił Scorpius, kiedy Draco przybył, żeby go odebrać. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak? &amp;ndash; zapytał Draco z nie tak małym niepokojem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; W moim życiu jest ktoś bardzo dla mnie ważny. Ktoś, w kim jestem zakochany i ktoś, kto jak wierzę, także mnie kocha. &lt;br /&gt;Niepok&amp;oacute;j ur&amp;oacute;sł do nieskrywanego przerażenia. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Naprawdę? &amp;ndash; głos Draco załamał się w środku słowa. &lt;br /&gt;Scorpius pokiwał głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Sądzę, że dwie, najważniejsze osoby w moim życiu powinny się w końcu się poznać. &lt;br /&gt;Dał znak komuś, żeby się do nich przyłączył. Draco nie widział kto to, ponieważ był zbyt zajęty modleniem się, aby nie była to McGonagall. Kiedy rozczochrany, młody człowiek zbliżył się do nich, Draco prawie zachwiał się z ulgi. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ojcze, to jest Albus Potter. Albusie, to jest m&amp;oacute;j ojciec, Draco Malfoy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Cieszę się, że mogę pana poznać, panie Malfoy &amp;ndash; powiedział Albus, wyciągając dłoń. &lt;br /&gt;Draco chwycił ją, jakby była ostatnią deską ratunku i potrząsnął ją entuzjastycznie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; I ja jestem zachwycony, mogąc cię poznać, Albusie. Absolutnie zachwycony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Lato po zakończeniu Hogwartu&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scorpius i Albus odpoczywali w swoim mieszkaniu w Londynie, kt&amp;oacute;re pan Malfoy dał im w prezencie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; M&amp;oacute;wiłem ci, że to zadziała &amp;ndash; powiedział Albus. &amp;ndash; Twojemu ojcu wystarczyło tylko uświadomić, jakim jestem wspaniałym wyborem w por&amp;oacute;wnaniu z innymi alternatywami. &lt;br /&gt;Scorpius uśmiechnął się szeroko. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ja się po prostu cieszę, że nie musiałem posunąć się do zakochiwania w Hagridzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/1337.html?view=comments#comments</comments>
  <category>fluff</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>slash</category>
  <category>albus/scorpius</category>
  <category>asp/sm</category>
  <category>hp</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/1171.html</guid>
  <pubDate>Sun, 15 Aug 2010 22:43:01 GMT</pubDate>
  <title>[HP] Drarrowe drabblęta</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/1171.html</link>
  <description>Tekst też sprzed roku, m&amp;oacute;j &amp;oacute;wczesny absolutny debiut translatorski. Dedykowany&amp;nbsp;był &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;fabberline&quot; lj:user=&quot;fabberline&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://fabberline.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;fabberline&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp; z okazji jej&amp;nbsp;urodzin ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tytuł: Harry100 &lt;br /&gt;Autorka: Alisanne &lt;br /&gt;Oryginał: &lt;a class=&quot;&quot; rel=&quot;nofollow&quot; target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.thehexfiles.net/viewstory.php?sid=12180&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;http://www.thehexfiles.net/viewstory.php?sid=12180&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Tłumaczenie: mitamot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Męskie łowy&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widok Pottera wślizgującego się do jego kabiny był tak niespodziewany, że Draco dopiero po dłuższej chwili otrząsnął się z szoku. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Potter? &lt;br /&gt;Ten pochylił się jeszcze niżej. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Szszy! Muszę się ukryć. &lt;br /&gt;Draco rozejrzał się i po chwili zobaczył Weasley&amp;oacute;wnę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Problemy w raju? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Można tak powiedzieć &amp;ndash; westchnął. &lt;br /&gt;Draco wzruszył ramionami, przypominając sobie podobne kłopoty z Pansy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Zostań tu jak długo zechcesz &amp;ndash; powiedział. &lt;br /&gt;Trzy minuty p&amp;oacute;źniej, kiedy dziewczyna już wyszła, Potter wstał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Dzięki. Ona chce jakiegoś bohatera, nie mnie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Potrzebujesz kogoś, kto chce właśnie człowieka &amp;ndash; odpowiedział Draco, rzucając mu oceniające spojrzenie. &lt;br /&gt;Potter szeroko się uśmiechnął. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak? A kto to m&amp;oacute;głby być? &lt;br /&gt;Draco odchylił się do tyłu. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Postaw mi drinka, to ci powiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Pod wpływem jego zaklęcia&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Spongify&lt;/span&gt; &amp;ndash; jęknął żałośnie Ron. &amp;ndash; Zwłaszcza po treningu quidditcha ostatniego wieczoru. &lt;br /&gt;Wszyscy się roześmiali. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Moim jest &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Liberacorpus&lt;/span&gt; &amp;ndash; powiedziała Hermiona. &lt;br /&gt;Ron wywr&amp;oacute;cił oczami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Wyobrażam sobie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Upiorogacek &amp;ndash; powiedziała Ginny. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Obrzydliwe &amp;ndash; stwierdziła wyniośle Pansy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A jakie jest twoje? &amp;ndash; zapytała Ginny. &amp;ndash; &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Cruciatus?&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Harry zainterweniował, kiedy tylko zaczęły się krzyki. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Dobrze &amp;ndash; powiedział, piorunując wzrokiem obie &amp;ndash; swoją byłą dziewczynę i najlepszą przyjaci&amp;oacute;łkę jego aktualnego chłopaka. &amp;ndash; Moja kolej. Moim ulubionym zaklęciem jest &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Expelliarmus.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jak przewidująco &amp;ndash; rzucił Draco, przeciągając sylaby. &lt;br /&gt;Ginny spojrzała na niego wściekle. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Więc jakie jest twoje? &lt;br /&gt;Draco wymruczał coś cicho, a Harry spurpurowiał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co on powiedział? &amp;ndash; dopytywała się natarczywie dziewczyna. &lt;br /&gt;&amp;ndash; &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Lubricious&lt;/span&gt; &amp;ndash; opowiedział Draco z uśmiechem. &lt;br /&gt;Ginny, speszona, zarumieniła się, a Ron tylko wymamrotał: &lt;br /&gt;&amp;ndash; To wiele wyjaśnia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Trochę za wiele zaciekłości &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ron jęknął, obserwując jak Harry i Draco suną z wdziękiem po parkiecie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ale jak to się mogło stać? &amp;ndash; zapytał płaczliwie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Naprawdę, Ronaldzie &amp;ndash; warknęła Hermiona. &amp;ndash; Spos&amp;oacute;b w jaki Harry krążył wok&amp;oacute;ł Draco jeszcze w szkole, te ich b&amp;oacute;jki&amp;hellip; nie zauważyłeś, że zawsze były trochę zbyt zażarte, zaciekłe? Najwyraźniej to było... c&amp;oacute;ż, nieuniknione. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A ja myślę, że oni się nadal nienawidzą &amp;ndash; wymamrotał Ron, wciąż nie akceptując oczywistych fakt&amp;oacute;w. &lt;br /&gt;Hermiona pociągnęła go w drugą stronę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Myślałam, że będziesz bardziej zszokowany Ginny i Pansy, one właśnie&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co z nimi? &amp;ndash; Ron zbladł. &lt;br /&gt;Hermiona westchnęła. Zapowiadała się długa noc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Zasłużony odpoczynek&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Draco sączył daiquiri, podziwiając zach&amp;oacute;d słońca. &lt;br /&gt;Zza pergamin&amp;oacute;w, kt&amp;oacute;rymi obłożył się Harry, dobiegło westchnięcie. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jesteś obłąkany &amp;ndash; powiedział Draco. &lt;br /&gt;Harry spojrzał na niego. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Czemu? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jesteśmy na romantycznych, egzotycznych wakacjach, a ty pracujesz. &lt;br /&gt;Harry wzruszył ramionami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ten projekt jest naprawdę ważny. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ale potrzebujesz tego dopiero za tydzień &amp;ndash; powiedział Draco. &amp;ndash; Świat się nie zawali, jeśli pozwolisz sobie na trochę odpoczynku. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ty relaksujesz się za nas obu. &lt;br /&gt;Draco uśmiechnął się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och? No to chyba przyszła pora, żebym &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;ja&lt;/span&gt; pom&amp;oacute;gł zrelaksować się &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;tobie&lt;/span&gt;&amp;hellip; &amp;ndash; Rzucił się na chłopaka i zawl&amp;oacute;kł go do ich małej willi. P&amp;oacute;źniej, kiedy Harry leżał już zaspokojony i senny, Draco sobie pogratulował. Jeśli ktokolwiek zasługiwał na odpoczynek, to tylko Harry. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Propozycja&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Może spr&amp;oacute;bujmy snowballingu*? &amp;ndash; powiedział Harry pewnego ranka. &lt;br /&gt;Kiedy Draco wytarł z siebie herbatę, kt&amp;oacute;rą się opluł, dodał: &lt;br /&gt;&amp;ndash; Pewnie nie robiłeś takich rzeczy jako dziecko? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jako dziecko?! &amp;ndash; pisnął Draco. &amp;ndash; Malfoyowie nie są jakimiś zwyrodnialcami! Pomysł, że moi rodzice mogliby kiedykolwiek pozwolić mi na udział w czymś tak obrzydliwym, kompletnie odrażającym&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Bez przesady, to nie jest takie złe, Draco &amp;ndash; przerwał mu Harry. &amp;ndash; Może trochę mokre&amp;hellip; &lt;br /&gt;Draco zmrużył oczy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co konkretnie proponujesz? &lt;br /&gt;&amp;ndash; No, walkę na śnieżki. &amp;ndash; Harry wskazał na zewnątrz. &amp;ndash; Spadł śnieg ostatniej nocy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och &amp;ndash; zarumienił się Draco. &amp;ndash; Rzeczywiście. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A myślałeś, że co ci sugeruję? &lt;br /&gt;Draco potrząsnął głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nieważne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Pierwsza randka&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harry pochylił się, kiedy kolejny cherubinek przeleciał tuż obok niego. Herbaciarnia u Madam Puddifoot była wystarczająco wstrętnym miejscem na co dzień, ale tydzień przed walentynkami wyglądała jeszcze gorzej. R&amp;oacute;żowe i czerwone serduszka koszmarnie kł&amp;oacute;ciły się z niebieskim dywanem i ż&amp;oacute;łtymi poduszeczkami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Potter &amp;ndash; wycedził ktoś. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Malfoy &amp;ndash; westchnął. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Gdzie się podziała Weasley&amp;oacute;wna? &lt;br /&gt;Harry wywr&amp;oacute;cił oczami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A gdzie jest Parkinson? &lt;br /&gt;Malfoy wskazał ręką. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Znalazła jakieś kociaki i wzięła je, żeby im się bliżej przyjrzeć. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ginny też. &amp;ndash; Pokiwał głową Harry. &lt;br /&gt;Obaj chłopcy spojrzeli na swoje plotkujące dziewczyny. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Co powiesz na piwo? &amp;ndash; zapytał Draco, rzucając Harry&amp;rsquo;emu podejrzliwe spojrzenie. &lt;br /&gt;Harry, mimo zaskoczenia, przytaknął. &lt;br /&gt;Kiedy tylko odeszli, Parkinson wyszczerzyła się znacząco do Ginny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Ona upiera się przy tym miejscu &amp;ndash; narzekał Draco, trzy piwa p&amp;oacute;źniej. &lt;br /&gt;Harry pokiwał głową z zapałem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ginny też. Jest okropne. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Może Madam Puddifoot dodaje jakieś środki uzależniające do herbaty &amp;ndash; powiedział Malfoy z kamienną miną. &lt;br /&gt;Harry parsknął śmiechem. Malfoy okazał się zabawniejszy niż oczekiwał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Możliwe. Nigdy nie piłem tu żadnej z herbat. &lt;br /&gt;Malfoy uśmiechnął się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ja też. Patrzyłeś kiedyś jakie one mają smaki? Malinowo-bananowe? &lt;br /&gt;Harry skrzywił się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Migdałowo-brzoskiwniowa też jest. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ugh &amp;ndash; wymamrotał Malfoy. &lt;br /&gt;Harry przygryzł wargę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Um, ale to piwo chyba nie jest złe. &lt;br /&gt;Malfoy przytaknął &lt;br /&gt;&amp;ndash; Prawda. &amp;ndash; Przyglądał się przez chwilę Harry&amp;rsquo;emu. &amp;ndash; Być może jesteś jedyną osobą, z kt&amp;oacute;rą powinienem pić, Potter. &lt;br /&gt;Harry uśmiechnął się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Możliwe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Wasza pierwsza randka była u Madam Puddifoot? &amp;ndash; zarechotał Ron. &lt;br /&gt;Harry zarumienił się, a Draco uśmiechnął się kpiąco. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Powiedzmy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ginny twierdziła, że tam spotkaliście się pierwszy raz &amp;ndash; powiedziała Hermiona. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Naprawdę nie wierzę, że one to wszystko zaplanowały &amp;ndash; stwierdził wciąż zszokowany Harry. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Powinienem się domyślić &amp;ndash; wymamrotał Draco. &amp;ndash; Pansy uwielbia swatać. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Słyszeliście o nich cokolwiek, odkąd razem uciekły? &amp;ndash; zapytała Hermiona. &lt;br /&gt;Harry i Draco wzruszyli ramionami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Prędzej bym umarł niż poszedł do Madam Puddifoot &amp;ndash; powiedział stanowczo Ron. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Będziesz martwy, jeśli nie p&amp;oacute;jdziesz tam ze mną w sobotę &amp;ndash; warknęła Hermiona. &lt;br /&gt;Harry parsknął śmiechem, kiedy Ron przepraszał, jednocześnie zerkając w jego stronę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Wybacz, stary. Jesteś zdany na siebie. Obaj z Draco nienawidzimy tego miejsca. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Home, Sweet Home&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Jest mały &amp;ndash; przyznał Harry. &amp;ndash; Zwłaszcza w por&amp;oacute;wnaniu z Malfoy Manor. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Fakt &amp;ndash; przytaknął Draco. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Do tego uszkodzony przez pożar &amp;ndash; ciągnął Harry. &amp;ndash; Nie wiem czy da się go wyremontować. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nowe fundamenty &amp;ndash; wymruczał Draco, zaciskając usta. &amp;ndash; Wnętrze będzie trzeba całkowicie wymienić. To dużo pracy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Masz rację &amp;ndash; westchnął Harry. &amp;ndash; Może to rzeczywiście za dużo roboty, pewnie powinniśmy poszukać innego domu&amp;hellip; &lt;br /&gt;Draco złapał go za rękę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie powiedziałem, że jest &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;za&lt;/span&gt; dużo roboty &amp;ndash; szepnął. &amp;ndash; Jeśli chcesz, żeby nasz dom był w Dolinie Godryka, to tak będzie. &lt;br /&gt;Harry uśmiechnął się. Gdziekolwiek był Draco, tam był jego dom. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Nieuniknione&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; Zdajesz sobie sprawę z tego, że to było nieuniknione? &amp;ndash; wyszeptał Draco, całując bark Harry&amp;rsquo;ego. Ten uśmiechnął się. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A było? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Oczywiście. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Pewnie tak. &amp;ndash; Harry przysunął się bliżej. &amp;ndash; Więc jak ty to sobie wyobrażasz? &amp;ndash; zapytał w końcu. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Znasz te historie, gdzie bohater zabija smoka? &amp;ndash; rzucił Draco. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Chyba wiem o co ci chodzi. &amp;ndash; Harry wyszczerzył się. &amp;ndash; Właściwie to jestem dość zaskoczony tym przyznaniem przez ciebie, że jestem bohaterem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie jesteś bohaterem! Ja jestem. &lt;br /&gt;Harry uni&amp;oacute;sł brew. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Ty? &lt;br /&gt;Draco przytaknął. &lt;br /&gt;&amp;ndash; I to czyni ze mnie smoka? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Mmhm. &amp;ndash; Draco zajął się lizaniem biodra Harry&amp;rsquo;ego. &lt;br /&gt;Chłopak pokręcił głową. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Niby jak? &lt;br /&gt;&amp;ndash; W ł&amp;oacute;żku jesteś bestią, kt&amp;oacute;rą ja muszę poskromić. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Aha. Racja. &amp;ndash; Harry uśmiechnął się szeroko. Kochał spos&amp;oacute;b rozumowania Draco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;Perwersja&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;ndash; To wszystko? &amp;ndash; zapytał Draco. &amp;ndash; Sądziłem, że będzie&amp;hellip; większy. Myślisz, że zwykłe &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Engorgio&lt;/span&gt; zadziała? &amp;ndash; dodał, sięgając po r&amp;oacute;żdżkę. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Draco! &amp;ndash; Harry błyskawicznie się obr&amp;oacute;cił, chroniąc przed zaklęciem. &amp;ndash; Jest zupełnie normalnej wielkości. Uspok&amp;oacute;j się. &lt;br /&gt;Chłopak zacisnął usta. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Po prostu spodziewałam się czegoś&amp;hellip; większego. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Musimy o niego trochę zadbać i wszystko będzie w porządku. &lt;br /&gt;Draco owinął się dookoła Harry&amp;rsquo;ego. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tak, sądzę, że jeśli się nim odpowiednio zajmiemy, to z pewnością urośnie&amp;hellip; &amp;ndash; wymruczał, jednocześnie delikatnie głaszcząc. &amp;ndash; Sp&amp;oacute;jrz, wyraźnie mu się to podoba. &lt;br /&gt;Harry zachichotał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; A komu by się nie podobało? &amp;ndash; rzucił mu szelmowskie spojrzenie. &amp;ndash; Uwielbiam jak to robisz. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Taa? Nie myślisz czasem o czymś innym? &amp;ndash; ofuknął go Draco, zabierając mu maleńkiego psidwaka.** &amp;ndash; Doprawdy! Zboczeniec. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;line-height: normal; font-size: 9px&quot;&gt;*Niestety nieprzetłumaczalna gra sł&amp;oacute;w. &amp;bdquo;Snowballing&amp;rdquo; może oznaczać po prostu zabawy na śniegu, rzucanie się śnieżkami, a może także, cytując za Wiki &amp;bdquo;praktykę seksualną, w kt&amp;oacute;rej jedna osoba bierze do ust nasienie drugiej osoby, po czym przekazuje je z ust do ust&amp;rdquo;. &lt;br /&gt;**Psidwak &amp;ndash; pochodzi z południowo-wschodniej Anglii. Bardzo podobny do teriera odmiany jack russell, lecz ma rozwidlony ogon. Najprawdopodobniej wyhodowany przez czarodziej&amp;oacute;w, ponieważ jest wobec nich niezwykle lojalny, za to źle nastawiony do mugoli. Pochłania wszelakie odpadki i szkodniki, od gnom&amp;oacute;w, a kończąc na starych oponach. Na jego posiadanie wymagana jest specjalna licencja. Właściciele psidwak&amp;oacute;w mają prawny obowiązek usuwania im ogon&amp;oacute;w bezbolesnym zaklęciem rozdzielającym (gdy szczeniaki mają 6-8 tygodni), wtedy ich ogony nie będą zwracać uwagi mugoli.&lt;/span&gt;&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/1171.html?view=comments#comments</comments>
  <category>drabble</category>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>hp/dm</category>
  <category>slash</category>
  <category>hp</category>
  <category>drarry</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/987.html</guid>
  <pubDate>Sun, 15 Aug 2010 22:32:34 GMT</pubDate>
  <title>[HP] Mój</title>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/987.html</link>
  <description>Tłumaczenie, jedno z pierwszych (a może i pierwsze?), gdzieś sprzed roku. Przekład, c&amp;oacute;ż, miejscami swobodny, ale robiłam to w imię dobra języka polskiego. &amp;quot;M&amp;oacute;j&amp;quot; pochodzi właściwie z takiej pewnej serii miniaturek. Jedną z nich przetłumaczyła wcześniej &lt;span  class=&quot;ljuser  i-ljuser  i-ljuser-type-P     &quot;  data-ljuser=&quot;madami&quot; lj:user=&quot;madami&quot; &gt;&lt;a href=&quot;https://madami.livejournal.com/profile/&quot;  target=&quot;_self&quot;  class=&quot;i-ljuser-profile&quot; &gt;&lt;img  class=&quot;i-ljuser-userhead&quot;  src=&quot;https://l-stat.livejournal.net/img/userinfo_v8.png?v=17080&amp;v=923.1&quot; /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href=&quot;https://madami.livejournal.com/&quot; class=&quot;i-ljuser-username&quot;   target=&quot;_self&quot;   &gt;&lt;b&gt;madami&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&amp;nbsp;jako &lt;a class=&quot;&quot; rel=&quot;nofollow&quot; target=&quot;_blank&quot; href=&quot;http://www.yaoifan.fora.pl/fan-fiction,2/znajdz-sobie-wlasnego-gryfona-t-m-hp-dm,726.html&quot; target=&quot;_blank&quot;&gt;Znajdż sobie własnego Gryfona&lt;/a&gt; , zresztą szczerze polecam. &lt;br /&gt;Tekst dedykowany wszystkim zazdrośnikom oraz tym, kt&amp;oacute;rzy lubią tę zazdrość, zaborczość wywoływać ;)&lt;br /&gt;Za pomoc językową dziękuję bardzo belli, Luelle (za wrzucenie kaganka oświaty do mojej piwnicy niewiedzy) oraz Orino, kt&amp;oacute;ry zlitował się nad tym tekstem, wziął pod swoje skrzydła, wytknął paluchem błędy i udzielił dobrych rad. Dziękuję. &lt;br /&gt;Za ewentualne błędy i szalejące zaimki przepraszam. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;T&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;ytuł: Mine &lt;br /&gt;Autorka: jennavere &lt;br /&gt;Link do oryginału: &lt;a href=&quot;http://archive.skyehawke.com/story.php?no=13613&amp;amp;chapter=4&amp;amp;font=&amp;amp;size=&quot; target=&quot;_blank&quot; rel=&quot;nofollow&quot;&gt;archive.skyehawke.com/story.php&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zgoda: brak odzewu&lt;br /&gt;Tłumacz: mitamot&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align=&quot;center&quot;&gt;&lt;strong&gt;&lt;span style=&quot;font-weight: bold&quot;&gt;&amp;nbsp;M&amp;oacute;j&lt;/span&gt;&lt;/strong&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Cholernie się cieszę, że jestem wreszcie w domu,&lt;/span&gt; pomyślał Draco, wychodząc z kominka i przechodząc do salonu. &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Jeszcze dwie sekundy i zamordowałabym tych zakochanych idiot&amp;oacute;w.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Potrząsnął z rozdrażnieniem głową. On i Harry byli na przyjęciu z przyjaci&amp;oacute;łmi i został zobowiązany do sprawdzenia czy pewni pijani członkowie tego imprezowego tłumu &amp;ndash; a mianowicie Blaise i Finnigan &amp;ndash; wr&amp;oacute;cą do domu cali i zdrowi. Trwało to nieco dłużej niż przypuszczał i był szczęśliwy, że w końcu znalazł się w domu z Harrym. &lt;br /&gt;Odszedł kilka krok&amp;oacute;w od kominka i pochylił się, żeby ściągnąć buty. Nagle ciepłe ciało objęło go od tyłu. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Tęskniłem za tobą &amp;ndash; prawie wywarczał Harry niskim głosem, od kt&amp;oacute;rego przeszedł Draco dreszcz. &amp;ndash; Długo cię nie było. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie z mojej winy &amp;ndash; odpowiedział pewnym siebie tonem, chcąc ukryć podniecenie, jakie wzbudził w nim stanowczy głos Harry&amp;rsquo;ego. &amp;ndash; Wiesz, że zobowiązałem się ich odprowadzić dzisiejszej nocy. Musiałem się upewnić, że Blaise i Finnigan bezpiecznie dotrą do domu. &lt;br /&gt;Zaczął się prostować, ale Harry owinął ramię wok&amp;oacute;ł jego talii, a drugą rękę położył na plecach Draco. Przytrzymał go stanowczo i nagle Draco znalazł się w potrzasku, wciąż zgięty wp&amp;oacute;ł. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Martwiłem się &amp;ndash; powiedział z lekkim wyrzutem. Sądząc po jego głosie, chłopak będzie musiał mu wynagrodzić te zmartwienia. Dreszcze przebiegły w d&amp;oacute;ł kręgosłupa Draco. &amp;ndash; Wiesz dobrze, że się niepokoję o ciebie. &lt;br /&gt;Draco poruszył się nieznacznie, ocierając się o wyczuwalną już wypukłość w spodniach Harry&amp;rsquo;ego. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Więc co miałem według ciebie zrobić? &amp;ndash; zapytał kpiąco. &amp;ndash; Dać im się rozszczepić? Choć oczywiście, tak długo jak fiut Finnigana byłby w mieszkaniu, Blaise byłby szczęśliwy i nie miałby nic przeciwko. &lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;I tak długo jak tak uroczy penis jak tw&amp;oacute;j byłby zajęty moim tyłkiem, JA byłbym szczęśliwy,&lt;/span&gt; pomyślał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Hmm&amp;hellip; &amp;ndash; Harry nie brzmiał na przekonanego. Nie wypuścił Draco, wciąż trzymał go, w mniejszym lub większym stopniu unieruchamiając. &amp;ndash; I tak zbyt długo nie wracałeś. &amp;ndash; Mimo wszystko w jego głosie dało się słyszeć prawie niedostrzegalny cień ulgi, że Draco jest już bezpiecznie w domu i ten, jak zawsze, ilekroć Harry robił coś tak słodkiego jak na przykład martwienie się o niego, z trudem stłumił uśmiech. To było takie urocze. I gorące. &lt;br /&gt;&amp;ndash; C&amp;oacute;ż, wybacz, nie spodziewałem się, że będę musiał słuchać dzisiejszej nocy długich, iście gryfońskich deklaracji o nieskończonej miłości. Finnigan nie przestawał bredzić o Blaisie, nawet kiedy ten stał tuż obok. A Blaise też nie m&amp;oacute;gł się zamknąć i dokuczał mi z powodu Dylana i tego, jak nie może oderwać ode mnie wzroku&amp;hellip; &lt;br /&gt;Za nim Harry gwałtownie zesztywniał. Draco pochylił głowę, chcąc ukryć szeroki uśmiech. &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Tak jest, Potter,&lt;/span&gt; pomyślał, czując przyjemne motylki w brzuchu. &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;Czas, żeby wilczek zrzucił swoją owczą sk&amp;oacute;rę i wszedł do gry.&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jakiś facet się na ciebie gapił? &amp;ndash; Głos Harry&amp;rsquo;ego stał się dziwnie beztroski, daleki, a jego ramię owinięte dookoła chłopaka zacisnęło się nieco mocniej. &lt;br /&gt;Draco poruszył się, sprawdzając siłę uchwytu Harry&amp;rsquo;ego. Był silny. Bardzo silny. Wiedział, że nie zdołałby się uwolnić bez względu na to, jakby się starał. Ba, taka szarpanina tylko bardziej by go podnieciła. &lt;br /&gt;&amp;ndash; M&amp;oacute;wiłeś, że ile drink&amp;oacute;w wypiłeś dzisiaj, kochanie? &amp;ndash; zapytał swoim najniewinniejszym tonem tak, jakby zaborczość Harry&amp;rsquo;ego nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. &amp;ndash; Wiesz przecież, że twoje problemy z zazdrością stają się jeszcze większe, kiedy jesteś pijany. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Dwa. I nie zmieniaj tematu &amp;ndash; ostrzegł go Harry. Dłoń z plec&amp;oacute;w Draco ześlizgnęła się w d&amp;oacute;ł i ulokowała się znacząco na zaokrągleniu pośladk&amp;oacute;w. &amp;ndash; Kim jest Dylan? &lt;br /&gt;Draco nie m&amp;oacute;gł odpowiedzieć, wyginając się nieco w łuk pod ciepłymi palcami Harry&amp;rsquo;ego. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och&amp;hellip; nikim&amp;hellip; &lt;br /&gt;&amp;ndash; Draconie Malfoyu&amp;hellip; &amp;ndash; syknął Harry, ściskając ostrzegawczo jego tyłek. &lt;br /&gt;Draco zadrżał, jego penis w pełni stwardniał. &lt;br /&gt;&amp;ndash; To tylko przyjaciel Finnegana. Widocznie nie jest zachwycony byciem samotnym. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och &amp;ndash; Głos Harry&amp;rsquo;ego był niski i wręcz wibrował z zazdrości. &amp;ndash; A jak się o tym dowiedziałeś? &lt;br /&gt;&amp;ndash; Powiedział mi &amp;ndash; przyznał wprost Draco. &amp;ndash; Długo rozmawialiśmy. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och, długo z tobą rozmawiał, tak? I powiedział ci wszystko o tym, jak to nie lubi być sam? &amp;ndash; Pr&amp;oacute;by udawania nonszalancji przez Harry&amp;rsquo;ego legły w gruzach, kiedy pochylił się nad Draco, jedna jego ręka wciąż obejmowała jego pas, a druga leżała na pośladkach. Jego usta były oddalone tylko o kilka cali od ucha Draco, a ten m&amp;oacute;gł poczuć jego twardą klatkę piersiową, kiedy Harry się o niego oparł. &amp;ndash; Co jeszcze ci powiedział? &lt;br /&gt;Draco zagryzł wargę, starając się powstrzymać mroczny uśmieszek zwycięstwa, kiedy wygłaszał najcięższy zarzut przeciw Dylanowi. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Twierdził też, że najseksowniejszą rzeczą na świecie są naturalnie jasne włosy. &lt;br /&gt;To przebrało miarkę i nagle Draco został odwr&amp;oacute;cony twarzą do niego. Harry pochylił się nad nim tak, że ich nosy prawie się stykały. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jakiś typek, Dylan pr&amp;oacute;bował poderwać &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;mojego&lt;/span&gt; chłopaka? &lt;br /&gt;Draco roześmiał się nerwowo. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Och, nie bądź głupi, Harry. Jesteś zazdrosny o nic. On naprawdę był bardzo miły i&amp;hellip; &lt;br /&gt;Harry pociągnął Draco w g&amp;oacute;rę i przerwał jego słowa ognistym pocałunkiem. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Jesteś m&amp;oacute;j &amp;ndash; wymruczał w jego usta. &amp;ndash; &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;M&amp;oacute;j.&lt;/span&gt; I zaraz ci to udowodnię. &lt;br /&gt;W następnej chwili ugiął kolana, owinął ramię wok&amp;oacute;ł pasa Draco i podni&amp;oacute;sł go. Ten pisnął, kiedy niespodziewanie został przerzucony przez ramię w iście jaskiniowym stylu. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Potter! &amp;ndash; zaprotestował, waląc Harry&amp;rsquo;ego w plecy (chociaż niebyt mocno). &amp;ndash; Postaw mnie na ziemię! &lt;br /&gt;&amp;ndash; Nie &amp;ndash; odpowiedział ostro, niosąc Draco bezpośrednio do sypialni. &amp;ndash; Nie, dop&amp;oacute;ki nie będziesz miał ani cienia wątpliwości, że jesteś m&amp;oacute;j i że nie będę dzielił się tobą z nikim. &lt;br /&gt;I nawet jeśli Draco od samego początku czekał z podnieceniem na seks i był pewny, że go dostanie, to jego serce zabiło nieco mocniej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;&amp;ndash; Czemu starasz się, żeby Potter był cały czas o ciebie zazdrosny? &amp;ndash; zapytał go Blaise wcześniej tego wieczora, jeszcze na początku przyjęcia. &amp;ndash; Wiem, że robi się gorący, kiedy jest zły, ale czy jest coś jeszcze? &lt;br /&gt;Draco wzruszył ramionami. &lt;br /&gt;&amp;ndash; Może. &amp;ndash; I nie powiedziawszy nic więcej, porzucił ten temat. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo właściwie w jaki spos&amp;oacute;b miałbyś wytłumaczyć, jak to dobrze wreszcie czuć się chcianym? Jak głupie przejawy zazdrości sprawiają, że czujesz się najważniejszą osobą na świecie? Jak posiadanie osoby, kt&amp;oacute;ra ignorowała cię przez pięć długich lat &amp;ndash; jedynej osoby, kt&amp;oacute;rej pragnąłeś, jedynej, kt&amp;oacute;rej łaknąłeś uwagi, twojej jedynej prawdziwej obsesji, kt&amp;oacute;ra uważała, że nie jesteś wart nawet otworzenia ust, by powiedzieć &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;spieprzaj&lt;/span&gt; &amp;ndash; jak wyjaśnić to uczucie, kiedy ona w końcu zwala cię z n&amp;oacute;g i wymawia słowo &lt;span style=&quot;font-style: italic&quot;&gt;m&amp;oacute;j?&lt;/span&gt; &lt;br /&gt;Nie udałoby ci się. Jedynie możesz dać jej się pieprzyć.&lt;a name=&apos;cutid1-end&apos;&gt;&lt;/a&gt;</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/987.html?view=comments#comments</comments>
  <category>tłumaczenie</category>
  <category>hp/dm</category>
  <category>slash</category>
  <category>hp</category>
  <category>jennavere</category>
  <category>drarry</category>
  <category>fic</category>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>5</lj:reply-count>
  </item>
  <item>
  <guid isPermaLink='true'>https://mitamot.livejournal.com/532.html</guid>
  <pubDate>Sun, 15 Aug 2010 22:08:45 GMT</pubDate>
  <author>mitamot</author>
  <link>https://mitamot.livejournal.com/532.html</link>
  <description>C&amp;oacute;ż, livejournal założyłam... huh, dobre pytanie, ponad rok temu, a dokładniej 16 miesięcy temu. W celach czytelniczo-komentatorskich, a jeśli mam być szczera, to gł&amp;oacute;wnie czytelniczych ;) W międzyczasie zaczęłam&amp;nbsp;translatorzyć jakieś&amp;nbsp;maleństwa, kt&amp;oacute;re na dysku rozrosły się w dziesiątki wersji tego samego tekstu, tak że już nie wiadomo, kt&amp;oacute;ra jest ta właściwia. Tak więc stwierdziłam, że&amp;nbsp;najwyższa pora to wszystko uporządkować i zacząć wykorzystywać&amp;nbsp;ljowe konto w pełni ;)&amp;nbsp;Nie mam pojęcia, co z tego mojego prowadzenia lj wyjdzie (pewnie nic dobrego), ale nie szkodzi spr&amp;oacute;bować.&amp;nbsp;Witam&amp;nbsp;czy coś w tym stylu :)</description>
  <comments>https://mitamot.livejournal.com/532.html?view=comments#comments</comments>
  <lj:security>public</lj:security>
  <lj:reply-count>2</lj:reply-count>
  </item>
</channel>
</rss>
