Pisanina popółnonca cz. 2
Wszystkie wcielenia Tary
Jakiś czas temu natknęłam się na to na tvn7 (chyba jeszcze lecą ostatnie odcinki 1. sezonu) i spodobało mi się na tyle, że szybko sięgnęłam po laptopa i obejrzałam pierwszy sezon online, a teraz grzecznie czekam, aż ktoś przetłumaczy i wrzuci sezon drugi. Więc tak… serial jest o Tarze, która ma osobowość mnogą (kurczę, chyba to jakoś inaczej nazywają… o, dysocjacyjne zaburzenie tożsamości) i jej rodzinie. I cieszę się, że na takie coś trafiłam, bo poza tym, że to naprawdę świetny serial, to już od dawna interesowałam się tematem osobowości mnogiej i jak to w ogóle wygląda. Czy alter ego wie, że jest alter ego, czy uważa siebie za no, właściwą osobą na właściwym miejscu? Czy wymyśla sobie przeszłość, teraźniejszość, czy w ogóle na to nie zważa? Jak tłumaczy sobie to, że fizycznie jest kobietą, a jest facetem… Albo czy w ogóle to zauważa? Czy alter ego wiedzą o innych alter ego… I kupa innych pytań. A jakoś porządnych, łopatologicznych odpowiedzi na nie nie mogłam znaleźć.
Ale do rzeczy… Tarę gra Toni Collette, jakoś wcześniej chyba nigdy nie zwracałam na nią większej uwagi, a szkoda. Pamiętam ją z genialnej „Małej Miss” i wiem, że grała w „Weselu Muriel”, które naprawdę mam zamiar kiedyś obejrzeć. I tak patrząc na jej filmografię, to grała naprawdę w wielu fajnych filmach… Muszę kiedyś nadrobić. W każdym razie mamy Tarę, mamy męża Tary, Maxa, czyli Johna Corbetta, do którego mam sentyment, nie wiem nawet czy nie czasem jeszcze z „Przystanku Alaska”, którego widziałam dawno, dawno kilka odcinków. Jest też dwójka ich dzieci: Kate – dość buntownicza nastolatka, mająca problemy z podkochującym się w niej jej raczej dziwnym kierownikiem oraz Marshall – uroczy gej, może ciut nerwowy i niepewny, ale i tak robiący trochę za rodzinną oaza spokoju, opanowania i racjonalizmu. Chyba, że ktoś mu nadepnie na odcisk. Wtedy potrafi podpalić szopę. Ale cicho sza ;) Jest jeszcze Charmaine, siostra Tary z syndromem zdrowej-psychicznie-siostry-zbyt-szybko-o
Aaaa. Fabberline podesłała mi test (http://www.ultrasonic-ringtones.com/), sprawdzający o jak wysokiej em, częstotliwości (?) słyszymy dźwięki. I mając ustawiony dość niski poziom głośności (poniżej połowy), zwykłego laptopa i zwykłe, bardzo tanie, bardzo szkolne słuchawki, wychodzi mi, że… tak, proszę państwa, jestem mutantem. Albo psem. Albo komarem. W każdym razie nie człowiekiem. Ewentualnie kilkuletnim dzieckiem. Nie wiem, głupi ten test, muszę chyba dorwać i przetestować mojego małego kuzyna.
Btw. nawet jeśli jestem mutantem, to dlaczego nie mogłam dostać jakichś fajnych zdolności? Te wrzeszczące nad sufitem dziecko mnie wykończy…
Dobranoc.