American Film Festival: Rewolta w Stonewall & Kaboom

Korzystając z tego, że pomieszkuję teraz we Wrocławiu, postanowiłam się wybrać. Oczywiście w typowym nieogarnięciu nie załatwiłam sobie na czas karnetu i nie siedziałam, jak niektórzy, od rana do nocy pięć dni w kinie, przysypiając w przerwach na kanapach (a szkoda), tylko po prostu wpadłam na kilka, właściwie dość losowo wybranych filmów. Bo albo godzina nie ta, albo już bilety wykupione, albo koliduje z innym filmem… No mniejsza. Teraz sobie pewnie trochę popiszę filmowo, heh ;)



 

Rewolta w Stonewall
(reż. Kate Davis i David Heilbroner, premiera świat: czerwiec 2010)

Jedyny dokument na jakim byłam. W dużym stopniu skupiono się na przedstawieniu sytuacji LGBT w latach 60. w USA. Mamy fragmenty filmów edukacyjnych na temat homoseksualizmu (podejrzany, starszy facet z wąsikiem, w ciemnych okularach pożądliwie przyglądający się jakiemuś słodko-naiwnemu smarkaczowi zażerającego sandwicha i lektor: „Chłopiec już dawno się tak dobrze nie bawił. Nie wiedział jednak, że jego towarzysz, Ralph, był chory. Była to zaraźliwa, umysłowa choroba. Nazywała się homoseksualizmem…”), kawałek nagrania przemówienie jakiegoś kolesia mówiącego do przestraszonych nastoletnich dzieciaków, że na pewno na sali jest ktoś, kto jest lub zostanie pedałem lub lesbijką, ale niech wie, że to nielegalne, chore i zostaną prędzej czy później złapani… Jest też oczywiście o szpitalach psychiatrycznych, eksperymentach medycznych, o ucieczkach z domu, o potajemnie drukowanych broszurkach, nalotach na bary, publikowaniu danych aresztowanych… Sporo tego. I dziwne prawo, że trzeba było mieć na sobie co najmniej trzy sztuki odzieży odpowiadające biologicznej płci. A skarpetki odpadały.  
Co do samych zamieszek (chociaż to wyglądało właściwie na małe powstanie), to głównie opierano się zeznaniach naocznych świadków – i to z obu stron, bo w dokumencie wystąpił również policjant. Przyznam się szczerze, że byłam dość mocno niewyspana i mało kontaktowa, a może… no nic, w każdym razie w kilku momentach się troszkę pogubiłam.  Tak czy siak, co zapamiętałam, to moje. Po pierwsze, nie wiedziałam, że to było… tak duże i trwało tak długo. I że bar był mafii. I z ciekawostek, że lepiej było nie pić w Stonewall, bo nie dość, że alkohol był kradziony i rozcieńczany, to jeszcze dwa razy droższy niż w innych barach, a także… przelewany wiadrami. I wszyscy świadkowie zarzekali się, że nigdy nic w Stonewall nie pili, bo na pewno jakieś choróbsko tam przenoszono. Puszczano też wolne piosenki, więc można było się pomacać, potulić i poszukać sobie kogoś na dłużej. A w czasie zamieszek, kiedy policjanci zabarykadowali się wewnątrz baru, za parkometr, żeby wywarzyć nim drzwi, pierwsza sięgnęła drag queen, Miss czegoś tam. Z pomysłem, żeby zorganizować marsz, wyszła pierwsza lesbijka i wszyscy tylko liczyli, żeby zebrało się ich więcej niż dziesięciu. A przez ulice szli pędem, bojąc się, że ktoś ich zaatakuje.
Ciekawy, dobry dokument. Dobrze się słuchało uczestników tamtych wydarzeń… zwłaszcza, że w większości byli to sympatyczni i dowcipni ludzie. A na pewno wszyscy byli dumni z tego, czego razem dokonali i mocno wzruszeni. Właściwie to mogłabym sobie obejrzeć jeszcze raz.          

I tak z innej beczki...

Kaboom

(reż. Gregg Araki, premiera świat: maj 2010, nagrody: Cannes IFF 2010 – Queer Palm) 

LOL i OMG xD W opisie został nazwany „halucynogenną kombinacją filmu SF oraz college’owego porno w wersji hetero- i homoseksualnej” – i tak, tego należy się spodziewać xD
Jest początek roku studenckiego, akademik… I jest Smith. Smith – który nie lubi jak ludzi się szufladkuje według orientacji – lubi chłopców i kiedy jest pijany/naćpany/ma do kogoś sentyment to też dziewczyny. Leci na swojego wyjątkowo durnego współlokatora Thora, który miłośnie układa kolorowe japonki w szafie, codziennie robi sobie peelingi, śpi nago, głośno się pieprzy, pokrzykując „Ciii, mój współlokator śpi!” i w swojej heteroseksualności lubi tarzać się półnago po podłodze ze swoim również heteroseksualnym przyjacielem. Jest również przyjaciółka Smitha, Stella, cudownie urocza, sarkastyczna i zgryźliwa lesbijka, uwikłana się w dziwną relację z zaborczą, psychopatyczną nimfomanką Lorelei. No i oczywiście London – drobna blondynka, która po wymianie kilku kurtuazyjnych zdań, zadaje zasadnicze pytanie „Do you want to fuck?”.
Ale oczywiście to nie wszystko. Mamy em, ciekawe dialogi, ludzi biegających w maskach zwierząt, ginące ciała, halucynacje oraz Wielką Tajemnicę&Wielki Spisek. Jest zabawnie, kolorowo, absurdalnie, kiczowato, dynamicznie i… serio, naprawdę dobrze się bawiłam :D